Tak, to skandal, że w PO, partii rzekomo „liberalnej”, mają w ogóle jakieś dramy na temat liberalizacji prawa aborcyjnego. Chociaż w tym mogliby się do czegoś przydać. Ale z drugiej strony to dobrze, że na ten temat jest głośno i wreszcie rozmaite partie czują presję i muszą wypracowywać inne niż dotąd stanowiska. Albo chociaż nawet rozważyć temat pseudokompromisu.

Oznacza to, że ruch zaczyna oddziaływać na polityczną pianę, co jest nieuniknione. Jest oczywiste, że politycy zaczęli widzieć w sondażach (a to jest dla nich jedyny Bóg w jakiego wierzą) tę zmianę. Polityka partyjna jest jak wielki pancernik, zanim zmieni kurs musi minąć nieco czasu. Ale właśnie widzimy ten proces.

Jeśli ruch nadal będzie trwał i wywierał presję, przypominał o swoim istnieniu, podnosił ważne dla niego tematy, to kompromis i inne bzdury przejdą faktycznie do historii. Tak było w innych krajach, nie tylko w tej sprawie. 30 lat temu opór był niezorganizowany, chaotyczny i rozbił się o mury zbudowane przez świetnie do tego przygotowane organizacje fundamentalistyczne.

Teraz natomiast jest opór, silny jak nigdy w historii, powstaje coraz więcej grup i grupek, mniejszych i większych organizacji, które kruszą mur. Jedne walą małymi młotkami, inne już wyciągają młoty pneumatyczne i wspólnie rozwalą w proch fundamentalistyczne więzienie.

To samo stanie się z innymi kwestiami. Jest tylko jeden warunek – nie wolno przestać wiercić im dziurę w brzuchu. Boli? Ma boleć! Kobiety bolało 30 lat.