W swojej publicystyce często posługujemy się terminem „lud” zamiast narodu. Oba pojęcia są niekiedy używane synonimicznie, dla nas jednak różnica między nimi jest wyraźna i znacząca. Na czym ona jednak dokładnie polega? Spróbujmy rozjaśnić nieco to zagadnienie.

Pierwszym krokiem w kierunku jej uchwycenia jest spostrzeżenie, że współcześnie rozumiana idea narodu ukształtowała się w XIX wieku[1] i zakładała sztywne znormatyzowanie tak definiowanej wspólnoty według jednego języka, religii, kultury, historii i pochodzenia etnicznego. W tym modelu każda osoba bądź grupa, która nie wpisuje się w narodowe ramy, ma do wyboru albo dostosowanie się do narzuconego wzorca, albo objęcie wykluczeniem.

W istocie więc sama koncepcja narodu niesie ze sobą szereg negatywnych następstw. W przytłaczającej większości państw bowiem – w tym również w Polsce – mamy do czynienia ze zróżnicowaniem ludności na regiony, które odbiegają od narodowego wzorca. Nacjonalistyczna polityka państwa w wielu przypadkach doprowadza je do kulturowej zagłady, tak jak w najnowszej historii Polski stało się chociażby z Dolnoślązakami, dotkniętymi najpierw przez germanizację, a potem przez polonizację[2].

Koncepcja narodu nie pozostaje również neutralna pod kątem klasowym i choć w historii zdarzały się próby stworzenia narodu proletariackiego, to w jej istotę nierozerwalnie wpisany jest elitaryzm. Praktyczną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest utożsamienie wyznaczników narodu z wyznacznikami cechującymi klasę rządzącą. Jego język jest więc językiem salonów, religia – religią władców, kultura – kulturą dworów i pałacyków, historia – historią rządzenia, i tak dalej. Władza kreuje w ten sposób iluzję jedności z rządzonymi, kształtując ich tożsamość na swoją modłę, szczując przy tym na mniejszości i sprytnie rozgrywając powstałe tą drogą konflikty na swoją korzyść[3].

W praktyce więc naród odnosi się przede wszystkim do pewnego zestawu mitów, tworzonych oraz internalizowanych ludności przez władzę. Jego demograficzny aspekt, czyli osoby poczuwające się do danej tożsamości, jest całkowicie wtórny wobec treści ideologicznych, z których jest zbudowany.

Tymczasem lud jest pojęciem odnoszącym się przede wszystkim do osób tworzących daną zbiorowość. Lud nie mówi jednym, ustandaryzowanym językiem, ale gwarami; wiara ludu nie trzyma się nakazów spisanych w świętych księgach, lecz pielęgnuje tradycje przekazywane z dziada pradziada i babki prababki. Historia ludu jest historią rządzonych, historią naszych przodków i przodkiń, dla których przez zdecydowaną większość dziejów polskość była zupełnie obcą koncepcją; i to właśnie na gruncie historycznym najjaskrawiej widać rozbieżność między ludem, a narodem.

Uważamy, że podstawą wolnościowych przemian społeczeństwa jest odrodzenie ludowe, a więc proces, w wyniku którego podmiotowość odzyskają oddolnie tworzone regionalne wspólnoty kulturowe. Różnorodność ludowa Polski oraz reszty Słowiańszczyzny musi stać się obecna w świadomości społecznej, a przede wszystkim znaleźć swój wyraz w żywiołowym odrodzeniu kultur lokalnych, opartych na rodzimych tradycjach tych ziem.

Naród jest więzieniem ludów!

[1] https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/narod;3945889.html

[2] http://dolnoslaskosc.pl/kim-jest-dolnoslazak-,169.html

[3] https://magazynkontakt.pl/jestesmy-ludem-a-nie-narodem/