Przedmowa tłumacza

Praca niniejsza porusza zagadnienie dla przyszłego ustroju społecznego niesłychanie doniosłe, mianowicie, zagadnienie budowy organizacyjnej “od góry”, czy też “od dołu”. Centralizm i federalizm to nie tylko zasady organi zacyjne, ale odrębne światopoglądy, biegunowo różne zapatrywania na ewolucję ludzkości. Zagadnienie to jest tym ważniejsze, że nie dotyczy tylko organizacji społeczeństwa jako takiego, ale występuje w najmniejszych ko mórkach społecznych, wszelkich organizacyjnych skupieniach ludzi, jakimi są stowarzyszenia i związki, a także rodzina, czy nawet po prostu paru przy jaciół lub współpracowników.

Dzisiaj wszystkie niemal dobrowolne organizacje robotnicze, jak związki zawodowe, partie polityczne itp., wzorują się bezwiednie w swej budowie na przykładzie scentralizowanego państwa kapitalistycznego, a tym samym podcinają swą żywotność, skazując się na anemię i uwiąd starczy, gdyż centralizm zabija najbardziej żywotne soki twórczości mas, jakimi są wolna inicjatywa i poczucie odpowiedzialności jednostki.

Zagadnienie centralizmu czy federalizmu w stosunku do organizacji ro botniczych jest u nas względnie nowe i nie było dotychczas należycie uwzględnione w literaturze; na Zachodzie natomias t ma już długą, a nawet tragiczną historię, gdyż starcia pomiędzy tymi dwoma kierunkami myślo wymi, na czele których stał z jednej strony K. Marks, z drugiej zaś wpływy P. Proudhona oraz M. Bakunina, podminowały istnienie I Międzynarodówki i doprowadziły ją do rozpadu.

Najwybitniejszym kontynuatorem federalistycznego światopoglądu był Piotr Kropotkin, a obecnie autor niniejszej broszury, znany już polskiemu czytelnikowi z poprzednio wydanej pracy “Czy racjonalizacja przemysłu prowadzi do socjalizmu?”.

Broszura niniejsza powstała z referatu, wygłoszonego na XIV Kongresie niemieckich Wolnych Związków Zawodowych w Erfurcie w roku 1922. W przekładzie pominięte zostały tylko nieliczne ustępy, o znaczeniu lokalnym.

Federalizm a Centralizm

Żyjemy obecnie w czasach krańcowości. W współczesnym życiu zbiorowym wy stępują niezmiernie jaskrawe sprzeczności nie tylko na polu gospodarczym, w formie coraz to ostrzejszych rozgraniczeń i antagonizmów klasowych, ale również i we wszelkich innych dziedzinach ujawniają się zjawiska analogiczne, prowadzące do podobnych rezultatów. Z jednej strony monopole i wszystkie związane z tym konse kwencje coraz bardziej tłumią wszelkie społeczne instynkty ludzi i torują drogę bru talnemu indywidualizmowi, który środek ciężkości życia upatruje w małym i małost kowym interesie osobistym. Z drugiej strony tzw. cywilizacja kapitalistyczna, w for mie współczesnego państwa, zabija w człowieku wszelkie naturalne poczucie indywi dualności i coraz bardziej zatapia każdą niezależną, samodzielną inicjatywę w sza rzyźnie jednostajności umysłowej i beznadziejnego szablonu. Ten chorobliwy stan naszych stosunków społecznych musi, oczywiście, prowadzić w świecie myśli do wielorakich zaburzeń, które zazwyczaj nazywamy skostnieniem. Nie jest to np. dzie łem przypadku, iż artyści i filozofowie naszych czasów skłonni są wypowiadać walkę każdej więzi społecznej i odrzucać zasadniczo każdą formę moralności. Była chwila, w której hasłem filozoficznym był “bunt jednostki przeciw społeczeństwu”. Prądy te znajdowały zwolenników nawet wśród sfery robotniczej. Odczuwano niesłychany ucisk dzisiejszego systemu społecznego, w którym jednostka odgrywa rolę nieznacz nego kółka potężnego mechanizmu. Przeciwko takim stosunkom protestowano. Za pominano jednak często, iż przyczyną zła nie jest społeczeństwo jako takie, ale jego dzisiejsze podstawy, oraz jego obecna forma. Krańcowe poglądy indywidualistyczne nie są niczym innym, jak naturalną reakcją przeciwko niwelującej wszystko tyranii społeczeństwa kapitalistycznego. W konkluzjach swych prądy indywidualistyczne były nie mniej jednostronne, jak światopogląd kapitalistyczny i nie dotykały w ogóle jądra sprawy.

Chcąc mówić o istocie federalizmu i centralizmu, musimy przede wszystkim zająć się bliżej istotą organizacji w ogóle. Wszelka organizacja zapuszcza swe korzenie w życie społeczne: społeczeństwo jest pierwowzorem organizacji. Wysuwano przeróżne teorie dla wyjaśnienia pochodzenia życia społecznego. Zagadnienie to dopiero nie dawno uzyskało swe ostateczne rozwiązanie naukowe. Tak np. angielski filozof spo łeczny, Tomasz Hobbes, twierdził, iż ludzie pierwotni żyli w rozproszeniu, jako po szczególne osobniki lub rodziny i prowadzili pomiędzy sobą nieustające walki. Po czątkowo panowała walka “wszystkich z wszystkimi”, prowadzona wszelkimi sposo bami ze zwierzęcą brutalnością i okrucieństwem. Dopiero straszne następstwa takiego stanu rzeczy skłoniły ludzi do uznania więzów społecznych i do stworzenia autoryte tu państwa w celu ukrócenia pierwotnej bestialności. Wówczas dopiero rozpoczyna się okres kultury ludzkiej. Dla Hobbes’a państwo i społeczeństwo są pojęciami równo znacznymi, a w człowieku widzi on twórcę społeczeństwa.

Francuski myśliciel J. J. Rousseau malował w barwach nieco mniej ponurych po chodzenie społeczeństw ludzkich. On również wychodził z założenia, iż pierwotni ludzie żyli w odosobnieniu, lub połączeni w pary. W przeciwieństwie do Hobbes’a uważał on, iż stan ten był rajem i że ludzie byli istotami dobrymi, łagodnymi, póki żyli w bliskim kontakcie z przyrodą i póki nie zostali zarażeni przez występki cywilizacji współczesnej. Dopiero później ludzie złączyli się w społeczeństwa na zasadzie umowy społecznej, która stała się podwaliną życia zbiorowego.

Wiemy dzisiaj, iż zarówno Hobbes jak Rousseau byli w błędzie: nie tylko ich przypuszczenia o właściwościach charakteru ludzi pierwotnych okazały się fałszywe, ale dotyczy to również ich poglądów na powstawanie społeczeństw. Na świecie nie istniał nigdy taki okres, w którym ludzie żyli rzekomo pojedynczo lub zgrupowani w niewielkie rodziny. Wszelkie badania nad życiem istniejących jeszcze obecnie ludzi pierwotnych oraz wszystkie prahistoryczne wykopaliska, przynoszące nam wieści o życiu ludzi czasów zamierzchłych, dowodzą, iż człowiek zawsze żył w większych gromadach i był związany z ich członkami silnymi więzami społecznymi. Pierwotną formą społeczną życia zbiorowego była nie rodzina, ale klan, ród. Rodzina wystąpiła dopiero w czasach o wiele późniejszych rozwoju ludzkiego.

Dawne twierdzenie, iż człowiek jest twórcą życia społecznego, zostało dawno oba lone. To nie człowiek stworzył społeczeństwo, ale społeczeństwo urobiło człowieka. Nasi oddaleni przodkowie, którzy stali dopiero na progu ludzkości, byli już istotami społecznie powiązanymi i przenikniętymi uczuciami społecznymi. Od nich to później szy człowiek odziedziczył instynkty społeczne i zaczątki moralności. Człowiek nie był przeto nigdy istotą jednostkową, w ścisłym znaczeniu tego wyrazu, ale gatunkową. Teoria o jednostce absolutnie niezależnej, niezwiązanej ani z czasem, ani ze społeczeń stwem, jest niczym więcej jak abstrakcją, która egzystuje tylko w mgławicowej wy obraźni spekulacji metafizycznych, ale nie istniała nigdy w rzeczywistości.

Nie myślcie nigdy, czytelnicy, iż to, co Wasz umysł formułuje i to, co porusza Wa sze uczucia jest wyłącznym wyrazem waszego indywidualnego ja. Drzemie w nas spuścizna całych pokoleń, które nas poprzedziły. W głębi naszej duszy tysiące ukry tych nici łączy nas z pokrytą mgłą zapomnienia, przeszłością. Wszystko, co przed nami żyło na ziemi, żyje w nas. Widzimy zatem, iż jest niemożliwością skrystalizowa nie naszego ja i że czysto abstrakcyjne ja filozofów indywidualistycznych, biorące początek z siebie samego, jest pustą formułką, bez znaczenia. Istnieje tylko jedno ja, złączone tysiącznymi więzami ze społeczeństwem, ja społeczne, w którym wszystkie ludzkie uczucia i przeżycia znajdują swój naturalny wyraz. Niechaj krańcowi indywi dualiści dopatrują się w tym fakcie ograniczenia swej tzw. suwerenności i niechaj się bronią przed tym rękoma i nogami. Dla nas jest to tylko wspaniałe potwierdzenie głębokiej współzależności wszystkich istot i bliskiego połączenia jednostki ze wszyst kim, co było i ze wszystkim, co będzie. Z tego względu uważamy za najwyższy stan człowieczeństwa i osobistych uczuć ludzkich taki, w którym każda potrzeba indywi dualna wypływać będzie ze społecznych instynktów ludzkich.

Jeżeliby człowiek urodził się po to, aby żyć jak Robinson Crusoe na bezludnej wy spie i był zupełnie pozostawiony samemu sobie – to, oczywiście, nie istniałyby żadne więzy moralne. Z chwilą jednak, gdy w życiu jego zjawia się jakiś Piętaszek, rozwijają się więzy moralne i organizacyjne pomiędzy ludźmi i temu nie może zaprzeczyć żadna sofistyka. Teoria o jednostce ludzkiej absolutnie wolnej, suwerennej i niepodle gającej żadnym wpływom zewnętrznym jest tylko efektowną bańką mydlaną, która pryska przy zetknięciu z życiem. Każdy z nas podlega wpływowi swego otoczenia i swoich bliźnich. Nie jest to bynajmniej oznaką naszej słabości, ale raczej naturalnym wyrazem naszej wewnętrznej wspólnoty.

Gdy wychodzimy zatem z założenia życia społecznego, z którym nasze społeczne ja jest związane nierozerwalnymi więzami – to z konieczności przyjąć musimy zasadę organizacji, która jest odpowiednikiem tego punktu widzenia. Wprawdzie wysuwany bywa zarzut, że żywotność wszelkim ruchom społecznym nadaje nie czysto technicz na forma organizacyjna, ale duch, który jego zwolenników ożywia i prze naprzód. Ten zarzut, który w ostatnich czasach słyszeliśmy dostatecznie, zawiera, bez wątpienia, głęboką prawdę, ale nie dotyka w ogóle jądra sprawy, przesuwa tylko właściwe za gadnienie na inną dziedzinę. Niezawodnie, iż duch, ożywiający dany ruch, jest pierw szym warunkiem podstawowym jego siły przyciągającej i zwycięskiej. Z ludzi o umy słach skostniałych i wyschniętych sercach żadna forma organizacji nic nie zdoła uczy nić. Atoli, to nie zaprzecza w niczym konieczności organizacji, jako takiej. Tak, jak umysł nasz może myśleć jedynie w pewnych formach, podobnie wypowiada się w określonych formach, kiedy z dziedziny myśli przenosi się do świata rzeczywistego i usiłuje jakąś ideę przekształcić w rzeczywistość. Umysł sam jeden nie istnieje. Ujawnia się on tylko w ramach naszego organizmu fizycznego. Bez ciała nie masz umysłu. Nasz organizm fizyczny jest dla umysłu jakby przybytkiem, w którym ten ostatni może wykonywać swą działalność.

Z tego powodu wszelkie mędrkowania o doskonałości umysłu a drugorzędności, a nawet szkodliwości organizacji, jest tylko próżnym gadaniem, bez praktycznego znaczenia. Podobnie, jak umysł może tylko się wypowiadać przez określone formy, tak i wszelki ruch społeczny może się ujawniać jedynie w określonych tworach orga nizacyjnych, bez których nie mógłby istnieć. Twory te są jakby organizmami, z któ rych promieniują w świat nowe idee i myśli. Te dwa czynniki dopełniają się wzajem nie tak, jak umysł i ciało i nie mogą być od siebie oddzielone.

Jeżeli jesteśmy już tak daleko, iż zrozumieliśmy konieczność organizacji – to na suwa się następne pytanie. Pytanie o formie organizacji. Wśród wszystkich form organizacyjnych, które rozwinęły się w ciągu dziejów ludzkości, federalizm i centra lizm stanowiły zawsze dwa bieguny, które wywierały wpływ decydujący na kształ towanie się form społecznego współżycia. Federalizm i centralizm oznaczają coś więcej, niż dwie różne formy techniczne organizacji ludzkich, są również odpowied nikami dwóch różnych światopoglądów i kroczą zawsze równolegle z dwiema róż nymi fazami naszego rozwoju historycznego.

W historycznym rozwoju ludzkości bywają okresy konstrukcyjne i destrukcyjne. Okresy tworzenia i okresy rozpadu. Nie należy różnicy tej brać dosłownie w takim sensie, iż w jednym okresie ludzie tylko budują, a w drugim – tylko burzą. Pragnął bym, aby sprawę tę pojmowano w sposób następujący. Bywają okresy, w których nawet siły burzące przyczyniają się do wewnętrznego wzmocnienia i zacieśnienia więzów wspólnoty, bywają inne, kiedy nawet twórcze czyny i konstrukcyjna działal ność jednostek zmierza do rozluźnienia więzi społecznej. Można by też mówić o okre sach kultury i okresach cywilizacji, chociaż jesteśmy świadomi niedoskonałości tych porównań. Tak np. wolne miasta średniowiecza zdołały rozwinąć wielką spoistą kulturę, pomimo niezliczonych walk z zewnętrznymi i wewnętrznymi wrogami. Natomiast epoka cywilizacji współczesnego kapitalizmu okazuje się bezsilną dla wytworzenia jedności wewnętrznej pomimo epokowych wynalazków i odkryć we wszelkich dziedzinach działalności ludzkiej. Przeciwnie, każdy postęp w technice przyczynia się tylko do pogłębienia rozbieżności w łonie społeczeństwa i zaostrzenia przeciwieństw klasowych.

W okresie konstrukcyjnych życie kipi w swoich niezliczonych odmianach w tysią cach punktów peryferii społecznej i ciąży ku wspólnemu środkowi ciężkości. Myśliciel i uczony, którego umysł obejmuje całe światy, rzemieślnik i robotnik, który przykłada ręce do pracy produkcyjnej, artysta i filozof – wszyscy oni są przesiąknięci, choć przeważnie bezwiednie, wielkim wspólnym ideałem. Dążenie ku ideałowi stanowi podstawę dla osobistej działalności i indywidualnych wysiłków jednostki. Każdy jest przepojony tym duchem wspólnoty, każdy pracuje dla niego, jest on właściwym pokarmem, z którego czerpie się odnowienie sił. W takich okresach wielkiej, spoistej kultury, która uzyskuje piętno jednolitości na skutek właśnie lokalnych różnorodno ści, powstają wielkie dzieła sztuki. Zwłaszcza wyróżnia się dziedzina architektury, tej najbardziej społecznej ze wszystkich sztuk, która wypływa nie z odosobnienia jedno stek, lecz rodzi się z wielkich idei społecznych, aby dać świadectwo wspólności po czynań. Jednostka czuje się wolna, pomimo, iż jest właśnie czynnikiem, który nadaje osobowości człowieka siłę i charakter. Nosi ona we własnej duszy “prawo związku”, przeto zewnętrzny przymus wydaje jej się bezsensowny i odrażający.

Bywają też okresy innego rodzaju, okresy upadku i rozkładu, kiedy każda działal ność lokalna jest zasilana i kształtowana w określone formy z jednego ogólnego punk tu środkowego. śycie nie płynie wówczas z peryferii ku ukrytemu środkowi ciężkości, ale bywa sztucznie pompowane ze środka ku peryferiom. Organizm społeczny dzieli się na różne, zwalczające się części, a interes ogółu ustępuje przed interesem klas i kast. Więzy, które łączyły wewnętrznie jednostkę z ogółem, rozluźniają się coraz bardziej, żądza zysków indywidualnych i egoistyczne dążenia wypierają ducha wspólnoty. Każda działalność społeczna zostaje opanowana przez wyłączny interes klas uprzywilejowanych, a sztuka staje się artykułem zbytku małych koterii. Różno rodność lokalnych kolorytów ustępuje miejsca jednostajnemu tonowi wszystkiego, a osobiste poczucie odpowiedzialności – bezmyślnej dyscyplinie. Odpadki procesu rozkładu, gromadzące się w wielkich centrach życia społecznego, docierają do każde go punktu lokalnego i wywołują tam te same oznaki choroby społecznej. Ponieważ wewnętrzny kontakt pomiędzy jednostkami a całością staje się znacznie słabszy i nie wykazuje żadnej odporności, niezbędnym jest, dla utrzymania spójni społecznej, uciekanie się do innych środków: przymus zewnętrzny musi zastąpić osłabione po czucie wspólnoty i jedności.

Okresy konstrukcyjne, okresy kultury były zawsze okresami federalistycznymi, opartymi na wspólnocie interesów i poczuciu przynależności społecznej. Łaciński wyraz foedus oznacza związek, powiązanie jednostki z całością, a nie rozproszenie sił i separatystyczne interesy, jak często twierdzą bezmyślnie nasi przeciwnicy.

Okresy destrukcyjne, okresy cywilizacji były zawsze okresami centralizmu, kiedy żywotna siła organizacji musiała ustąpić miejsca martwej mechanizacji rzeczy.

Rzućmy okiem na wielką epokę federalistyczną, która nastała w Europie w XI stu leciu i trwała do połowy XV wieku. Widzimy tu wielki ruch społeczny, który po więk szej części pozostał dla naszych historyków niezrozumiały. Dopiero w dzisiejszych czasach zaczyna się pojmować doniosłość tego zjawiska. Ów ruch objął nie tylko poszczególne kraje, lub poszczególne grupy narodów; ale ogarnął z niepokonaną siłą całą Europę od stepów rosyjskich do Anglii i Francji, od Skandynawii do Włoch i Hiszpanii. Ludzie ówcześni łączyli się w związki większe i mniejsze. Całe kraje były pokryte takimi organizacjami, rozszerzającymi się jak sieć na wszystkie strony. Rze mieślnicy i artyści tworzyli gildie w poszczególnych gminach. Gildie wykazywały działalność twórczą nie tylko w zakresie swej specjalności, ale ponadto tworzyły podstawę dla politycznej organizacji gminy. Tak więc polityczna organizacja gminy opierała się na ugrupowaniach ekonomicznych, gildiach. Partii politycznych i polity ków zawodowych w sensie dzisiejszym nie znano wówczas. Każda gildia wybierała do rady gminnej swego przedstawiciela, który bronił żądań swej organizacji i dążył do osiągnięcia dobrowolnego porozumienia we wszystkich sprawach o znaczeniu ogól nym w obradach z delegatami innych gildii. Ponieważ wszystkie gildie były w sposób jak najbardziej ścisły związane z ogólnym interesem gminy, to w głosowaniu decydo wała nie większość delegatów, ale większość korporacji. Zasada powyższa obowią zywała również organizacje miast. Najmniejszy ośrodek rozporządzał tymi samymi prawami, co największa gmina, ponieważ każda gmina należała do Związku miast dobrowolnie i w jego pomyślności była zainteresowana na równi ze wszystkimi in nymi gminami.

Każda gmina i każde miasto pozostawały przy tym organizmem samodzielnym, który rozporządzał własnymi funduszami, posiadał własny sąd i mógł zawierać i zrywać umowy z innymi organizacjami według swego uznania. Pobudką do łączenia się z analogicznymi organizacjami dla wykonywania pewnych prac o ogólnym zna czeniu była jedynie wspólność interesów. Przedstawiciele gildii i miast nie mieli żad nej władzy wykonawczej, pełnomocnictwa ich ograniczały się jedynie do przedsta wiania projektów własnej organizacji, oraz do zapoznawania się z poglądami organi zacji bratnich, aby je następnie przedstawiać i wyjaśniać na plenarnych zgromadze niach członków gildii. Po czym gildia przystępowała do uchwalania własnych posta nowień i do zatwierdzania zawartych porozumień.

Wyższość tego systemu polega na tym, iż zarówno poszczególni członkowie gil dii, jak jej reprezentanci, mogli łatwo i całkowicie orientować się we wszelkich funk cjach swej gminy. Każdy działał i decydował o rzeczach, które doskonale znał i w sprawach z tym związanych mógł zabierać głos jako znawca i ekspert.

Jeżeli porównamy to urządzenie z naszym parlamentem centralnym i ciałami ustawodawczymi, to rzuci się jaskrawo w oczy wyższość moralna ustroju gildyjnego. Ani współczesny wyborca, ani poseł, który go rzekomo zastępuje w parlamencie, nie mają możności zorientowania się, nawet w przybliżeniu, w ogromnym mechanizmie politycznym aparatu centralnego. Poseł bywa zmuszony rozstrzygać codziennie o tysiącach spraw, co do których polegać musi na cudzym zdaniu, nie znając ich z wła snego doświadczenia. Nie ulega wątpliwości, iż taki system prowadzić musi do naj gorszego bezprawia i niesprawiedliwości. A ponieważ z tych samych powodów każ dy wyborca nie jest w stanie orientować się w działalności swego deputowanego i ją kontrolować to klasa zawodowych parlamentarzystów , którzy z polityki robią inte res, może tym łacniej łowić ryby w mętnej wodzie i otwierać na oścież wrota wszelkiej korupcji.

Prócz tego oczywistego zła przedstawicielstwo centralne jest najgorszą zaporą dla wszelkiego postępu społecznego i znajduje się w sprzeczności z prawami rozwoju naturalnego. Wiadomo, iż każdy postęp społeczny ujawnia się najpierw w niewielkim kółku i dopiero stopniowo wciąga w swą orbitę ogół. Z tego powodu federalizm jest najlepszą gwarancją dla swobodnego rozwoju rzeczy, ponieważ daje każdej gminie sposobność powzięcia w łonie własnym tych wszystkich reform, jakie uważa za poży teczne dla swych obywateli. Dana jest przez to możność praktycznego wypróbowania projektów. Przykład jednej gminy działa ożywczo i zachęcająco na wszystkie inne sąsiednie gminy, które mają dzięki temu możność praktycznego badania wszystkich nowości i osobistego przekonania o ich celowości.

Przy współczesnym systemie reprezentacji parlamentarnej jest to zupełnie wyłą czone. Przypuśćmy np., iż obywatele jakiegoś okręgu wyborczego zupełnie aprobują program reform jakiejś partii i wyraz swemu uznaniu dają przez złożenie prawie wszystkich swych głosów na korzyść jej kandydatów. Nic jednak przez to nie osiągną! Gmina ta bowiem nie ma możności przeobrazić swej woli w doświadczenie praktycz ne w obrębie sfery swej działalności. Wybrany poseł musi udać się do stolicy, aby zająć swe miejsce w parlamencie. Jego poglądy, które są również wyznaniem wiary jego wyborców, znajdą się tam w beznadziejnej mniejszości. Leży bowiem w naturze rzeczy podobnych ciał, iż okolice zacofane wykazują większość przedstawicieli. Za miast tego, aby najbardziej umysłowo rozwinięte i najbardziej czynne miejscowości przodowały innym swym praktycznym przykładem ma t u miejsce coś wręcz prze ciwnego najgorsza miernota łamie skrzydła postępo wi i najbardziej zacofane miej scowości nakładają pęta grupom ludzi, stojącym kulturalnie najwyżej. Najlepszy system wyborczy nie może nic zmienić w tym fakcie. Przeciwnie, niejednokrotnie nawet wpływa na jaskrawsze podkreślenie tych sprzeczności. Przykład tego, w sposób dostatecznie wyraźny, dostarczyło w Niemczech nadanie kobietom prawa głosowa nia. Reakcyjne jądro rzeczy spoczywa właśnie w systemie przedstawicielstwa centrali stycznego i nie zależy od mniej lub bardziej rozwiniętej formy systemu wyborczego.

Właśnie te rzucające się w oczy pozory współczesnego systemu reprezentacyjnego dały powód niektórym działaczom społecznym, nie rozumiejącym jądra sprawy, do odrzucenia wszelkiego głosowania w ogóle, w którym upatrują skutek centralizmu. Jest to, oczywiście, mniemanie całkiem błędne. Plącze się tu zasadę z czysto techniczną metodą działania.

Wyjaśnijmy sobie najprzód, kiedy głosowanie jest na miejscu, a nawet konieczne, a kiedy nie ma uzasadnienia. Innymi słowy, kiedy uchwała większości jest dla każde go z nas miarodajną, a kiedy nie. W sprawach technicznych, administracyjnych i innych o znaczeniu drugorzędnym głosowanie z towa rzyszącą mu uchwałą więk szości jest metodą sprawiedliwą i pożyteczną. Za pomocą głosowania uwidoczniają się poglądy zrzeszonych i to jest cenne, gdy chcemy dojść do rozstrzygnięć w zagad nieniach konkretnych. Czy należę do małej grupki socjalistów-bezpaństwowców, czy też do wielkiego związku syndykalistycznego jedno jest ważne: do grupy tej przyłą czyłem się dobrowolnie. Jesteśmy zgodni w łonie naszej organizacji, co do naczelnych zasad i co do wynikających z nich metod naszego postępowania. Ale z tego nie wyni ka, abyśmy musieli we wszystkich sprawach mieć jednakowe zdanie. W tysiącach rzeczy można być za takim, czy innym rozstrzygnięciem z prostych względów celo wości. W takich wypadkach każdy rozsądny człowiek podporządkowuje się zdaniu większości, kiedy własny jego pogląd nie jest rozpowszechniony. Dlaczego jest to możliwe? Dlatego, iż jesteśmy ze sobą związani wspólnym światopoglądem i że wszyscy jesteśmy ożywieni chęcią urzeczywistniania takowego. Każdy z nas pragnie tego tak samo dobrze, jak inny. Ponieważ jesteśmy jednomyślni, co do zasad, to nie powinno nam być zbyt trudno postępować zgodnie w sprawach drugorzędnych, nawet wówczas, gdy nie ze wszystkim się zgadzamy.

Atoli bywają sprawy innego rodzaju, których nie można rozstrzygać przez jakie kolwiek głosowanie. Każda uchwała większości byłaby tu bezprawiem, pogwałce niem sprawiedliwości. Ma to miejsce wówczas, gdy wchodzą w grę sprawy sumienia, sprawy najwewnętrzniejszych przekonań. Takie rzeczy nie mogą być, oczywiście, rozstrzygane za pomocą uchwał większości. W sprawach sumienia każdy sposób głosowania traci swą rację bytu. To, co w stosunku do zwykłych spraw bieżących jest samo przez się zrozumiałe byłoby tu przestępstwem . W sprawie przekonań dopo móc może i to nie zawsze doświadczenie, praktyc zny przykład, rozsądna wymiana zdań. W takich razach pierwszym obowiązkiem wolnych ludzi jest szanowanie po glądów towarzyszy, a nie zadawanie im gwałtu w jakikolwiek sposób.

Weźmy przykład konkretny. Zgromadziliśmy się tutaj wszyscy, gdyż łączy nas cel wspólny, wspólne poglądy. Ta wspólność przekonań jest niepisaną umową, która nas połączyła. Jeśliby nagle w naszym środowisku powstała większość, któraby pragnęła zużytkować, naszą organizację dla celów wręcz sprzecznych z jej pierwotnymi zało żeniami byłoby to brutalne naruszenie elementarny ch zasad wzajemnego zaufania, które jest podwaliną wszelkiej organizacji. Wprawdzie zdarzyć się może, iż ktoś z najuczciwszych pobudek zmienia swoje poglądy, ale w tym wypadku trzeba od niego wymagać, aby wystąpił z organizacji, z którą łączyły go dawne jego poglądy i nie poniżał się do oszukiwania swych dawnych towarzyszy przez podawanie faktów w fałszywym świetle. W tych warunkach każda próba uzyskania jakichkolwiek korzyści, za pomocą uchwał większości, byłaby oczywistym łajdactwem i brutalnym zgwałce niem praw mniejszości, której zaufanie zostało obłudnie oszukane. Z tego względu komunistyczna taktyka “jaczejek” jest tak bardzo godną potępienia, gdyż przedstawia się członkom organizacji coś innego, niż się zamierza w rzeczywistości, przez co za ufanie wzajemne bywa systematycznie podkopywane. Przeniesienie powyższej jezu ickiej taktyki do ruchu robotniczego nie jest godne partii socjalistycznej i prowadzić musi nieodzownie do najgorszych konsekwencji. Kto próbuje usprawiedliwić podob ne postępowanie, musi również usprawiedliwić rolę szpicla, który wciska się do organizacji, aby wydawać jej członków.

Za pomocą tych przykładów wykazaliśmy, jak sądzimy, kiedy głosowanie i uchwały większości mają swe uzasadnienie, a kiedy nie mogą wcale wchodzić w grę. Jeżeli jesteśmy zgodni co do tych punktów, to zasada federalizmu nabierze dla nas właściwego znaczenia i nie będzie jej grozić, jak to często bywa, karykaturalne znie kształcenie. Musimy też zrozumieć, iż powzięte uchwały, w sensie wyżej wyłożonym, muszą być szanowane, nie pod wpływem przymusu zewnętrznego, ale z pobudek osobistej odpowiedzialności. Uchwały są nie po to, aby je natychmiast łamać. Lekko myślność pewnych towarzyszy, którzy rzekomo w imię “wolności indywidualnej” co pięć minut przyjmują nowe uchwały, aby je później według uznania szanować lub łamać jest zjawiskiem sprzecznym: z wszelkimi zas adami federalizmu, a nawet niezgodnym z zasadami partykularyzmu, ponieważ nawet partykularyzm musi opie rać się na pewnych uchwałach.

Istnieją dwie zasady społecznego życia zbiorowego. Według pierwszej z nich życie bywa kształtowane przez władzę centralną jakiejkolwiek natury, mniejsza o to, czy nosi ona nazwę państwa, kościoła, czy dyktatury proletariatu. Druga zasada natomiast pozwala życiu rozwijać się swobodnie z dołu ku górze i znajdywać swą naturalną podstawę w wspólności interesów ludzi i w ich wzajemnej solidarności. Wyrazem pierwszej formy współżycia ludzkiego jest prawo, drugiej dobrowolne porozumie nie. Prawo bywa narzucane obywatelom z góry, niezależnie od tego, czy jest czy też nie jest rozumiane. Wolne porozumienie jest rezultatem własnych postanowień czło wieka i odpowiada wewnętrznej treści jego przyrodzonych społecznych potrzeb oraz osobistemu poczuciu odpowiedzialności.

Ale porozumienia, zawierane całkiem dobrowolnie, wymagają uchwał i rozstrzy gnięć. Postanowienia, powzięte przez wolnych ludzi, muszą być szanowane, o ile więź organizacyjna pomiędzy nimi nie ma być iluzoryczną. Wszystko jedno, czy są to uchwały kongresu, stowarzyszenia lokalnego, czy niewielkiej grupy współideowców, ludzie, którzy powzięli pewne uchwały, są moralnie zobowiązani je dotrzymywać. Etyka społeczna, która nie została nadana ludziom ani przez państwo, ani przez ko ściół, ale rozwinęła się na zasadzie przyzwyczajeń, zwyczajów i obyczajów całych tysiącleci, zawsze szanowała zasadę uczciwego dotrzymywania słowa, danego przyja cielowi. Może się zdarzyć, iż po fakcie uświadamiamy sobie, iż daliśmy przyrzeczenie zbyt pośpiesznie, ale, jako ludzie z poczuciem odpowiedzialności, musimy szanować dane słowo, o ile się od tego nie zwolnimy.

Otóż, uchwała nie jest niczym innym jak słowem, danym współstowarzyszonym. Tak jak od przyjaciela oczekujemy dotrzymania danego słowa, tak samo spodziewa my się po naszych towarzyszach, iż wspólnie powzięte uchwały będą przez każdego szanowane. Oczywiście, nawet najlepsza uchwała może z czasem okazać się błędną. Ponadto, każdy z nas jest tylko człowiekiem. Nasze uchwały znają jednak tę dobrą stronę, iż nie obowiązują wiecznie, ale tylko przez z góry określony okres czasu. Może się zdarzyć, iż doświadczenie praktyczne wskaże na konieczność zmiany postanowień jakiejś uchwały, mimo, iż takowa została powzięta po dojrzałych rozważaniach. Póki jednak jesteśmy ze sobą połączeni, musimy szanować własne nasze uchwały. Inaczej nie ma zbiorowej współpracy, wzajemnego zaufania i byłoby lepiej, aby każdy z nas szedł swoją drogą i nie przyłączał się nigdy do żadnej organizacji.

Federalistyczna forma organizacji daje się porównać z organizmem ludzkim. Ciało człowieka jest jakby związkiem poszczególnych narządów, z których każdy spełnia swoją szczególną i samodzielną funkcję. Harmonijna współpraca serca, wątroby, komórek mózgowych, nerwów i wszelkich innych organów jest koniecznym warun kiem życia i pomyślności całego organizmu. śaden narząd nie występuje na plan pierwszy, każdy spełnia swoje właściwe przeznaczenie. Wszędzie spotykamy zupełną samodzielność w wypełnianiu każdej z tych specjalnych funkcji, a równocześnie naturalny związek wszystkich organów w ramach całości. śołądek nie kłóci się z wątrobą, serce z płucami. Gdy zaś zdarza się taki wypadek to spowodowany jest objawami chorobliwymi, które albo zostają rychło usunięte, albo wcześniej czy później doprowadzają organizm do śmierci. Każdy z organów istnieje wprawdzie dla siebie, ale równocześnie w stopniu o wiele wyższym, dla całości, z której czerpie swe siły żywotne. Funkcja zatem poszczególnego organu jest określana nie tylko przez jego istnienie indywidualne, ale także przez istnienie całości, do której działalność każdego organu jest dostosowaną.

Jeśli zadacie pytanie, czy federalizm opiera się na zasadzie istotnie doskonałej i niezawodnej to odpowiemy, iż tak nie jest. Nie ma nic doskonałego na świecie i byłoby szaleństwem twierdzić, iż istnieje jakiś jeden środek przeciw wszystkim bie dom i występkom. Nie, to jest zupełnie wykluczone. Również i federalizm posiada swe słabe strony, gdyż tak, jak wszystko inne, jest dziełem ludzkim i nie może zaprzeć się swego pochodzenia. Jednak doświadczenie praktyczne i historyczne dowiodło, iż spośród wszystkich form organizacyjnych jest on względnie najlepszy, ponieważ umie harmonijnie łączyć inicjatywę i poczucie indywidualności jednostki ze społecznym instynktem gatunku. Na tym właśnie polega jego wyższość pod względem umysło wym i społecznym w porównaniu do bezdusznego centralizmu, w którym wszystko jest zmechanizowane.

Po upadku wielkiej federalistycznej epoki kulturalnej, która trwała w Europie przeszło pięć stuleci, z gruzów jej w XV i XVI wieku powstało coś innego. Nowe zja wiska wystąpiły na plan pierwszy życia społecznego. Upadek starego federalistyczne go ustroju był spowodowany przez wiele przyczyn, ale należy wyraźnie stwierdzić, że był to upadek, zadany gwałtownymi środkami, a nie powolne zamieranie, jak więk szość historyków błędnie mniema. Piotr Kropotkin ma zupełną rację, gdy mówi, iż z równą słusznością można by mówić o naturalnej śmierci człowieka, nad którym zosta ła wykonana kara śmierci. Wielkie inwazje obcych narodów we wschodniej i połu dniowozachodniej Europie i związane z tym długolet nie walki i podboje stały się pierwszym bodźcem dla procesu upadku. Stopniowo rozwijała się nowa forma orga nizacji społecznej, która była przeciwieństwem swej poprzedniczki. Ponadto powsta nie nowych klas społecznych i wpływy wczesnego kapitalizmu w łonie starego ustroju przyśpieszało tempo upadku takowego. Rozpoczynał się okres państwowości współ czesnej, a równocześnie rozwijała się zasada centralizmu społecznego.

Pierwsze formy kapitalizmu zrodziły się już w miastach średniowiecznych w okresie ich kulturalnego upadku. Równocześnie zjawiło się państwo, jako obrońca nowego systemu gospodarczego, opierającego się na systematycznym i planowym wyzysku szerokich mas. A ponieważ w naturze gospodarstwa kapitalistycznego leży zdobywanie coraz szerszych dziedzin w orbitę swych wpływów to organizacja pań stwowa stopniowo rozszerzała się coraz bardziej. W nieprzerwanych walkach i nie skończonych krwawych wojnach wyłoniło się zatem współczesne państwo, tzw. państwo narodowe. Państwo rozbiło w sposób gwałtowny dawne instytucje, które były wyrazem wolności i samodzielności średniowiecznych zrzeszeń. Gdzie niepo dobna było uskutecznić dzieła zniszczenia za jednym zamachem, tam działano stop niowo z małymi przerwami, ale zawsze zmierzano ku temu, aby przy pierwszej spo sobności zgładzić z powierzchni ziemi ostatnie niewygodne ślady federalistycznego ustroju społecznego.

Kiedy dawniej życie tryskało z miliona różnych punktów i zapładniało organizm społeczny, zapełniając wszystko kipiącą i twórczą działalnością, teraz energia społecz na koncentrowała się w nowopowstałych głównych miastach, i stąd była w sposób sztuczny rozprowadzana po kraju. Niesłychana jednolitość bezdusznych schematów i szablonów zajęła miejsce bogatej wielobarwności federalistycznego życia społecznego żywą organizację zastąpiła mechanizacja sił. Wpły w opiekuńczy władz centralnych objął stopniowo wszystkie dziedziny życia społecznego i niszczył systematycznie ostatnie ślady samorządu i samodzielności komunalnej. Gildie zostały pozbawione wszystkich swych dawnych praw i mogły tylko wegetować marnie w postaci ska strowanych cechów, którym odjęto wszystkie ich dawne funkcje. Sądy gildyjne zostały zastąpione przez sądy państwowe z mianowanymi przez państwo urzędnikami. Wzorem kościoła posiadającego swą “teologię”, państwo stworzyło nową teologię “prawoznawstwa”, w której wszelkie przyrodzone pojęcia prawa zamarły tak bezna dziejnie, jak prawdziwe natchnienia religijne zaginęły w labiryntach tzw. uczoności bożej. Dawne prawo obyczajowe zostało wyparte przez mądrość paragrafów prawa. Tam, gdzie dawniej przychodziło do głosu dobro ogółu, tam teraz panoszyła się tzw. “racja stanu”, służąca wyłącznie interesom klas posiadających.

Za pomocą skomplikowanego systemu podatkowego, który w gruncie rzeczy nie jest niczym innym, jak zalegalizowanym wyzyskiem mas, państwo scentralizowało w swych rękach potężne środki finansowe, pozornie dla ochrony obywateli, w rzeczywi stości dla obrony własnych interesów. Przeciętny obywatel państwa stał się martwym kółkiem ogromnego mechanizmu, wprowadzonego w ruch przez przedstawicieli władz centralnych i działającego wbrew interesom ludowym. Tam, gdzie dotychczas przychodziła do głosu inicjatywa osobista i wzajemne porozumienie teraz objął panowanie ślepy rozkaz, nie znoszący sprzeciwu, domagający się bezwzględnego posłuszeństwa.

Współczesne państwo parlamentarne doprowadziło wszystkie te przejawy do rozkwitu, a z prawa, które rozrosło się do rozmiarów dotychczas w dziejach niezna nych, zrobiło podstawę nowego kultu. Pasją prawodawczą byli już opętani umysłowi prowodyrzy Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Monteskiusz np. oświadczył, iż wolność obywateli jest możliwą tylko w ramach państwa i może być zapewnioną tylko przez prawo. Twierdził też, iż pojęcie wolności wyrażone jest w trzech wyrazach: ”Posłu szeństwo wobec prawa”. A Rousseau, który na przywódców Rewolucji wywierał największy wpływ, był tak przeniknięty wiarą w wszechpotęgę prawa, iż mógł pisać następujące wiersze: “kto waży się dać ludowi nowe instytucje, musi czuć w sobie siły przekształcenia natury ludzkiej, przemienienia każdej jednostki, nadania ludowi nowego prawodawstwa, słowem, musi odjąć ludowi własne jego siły, a wyposażyć go w cudze”.

Ta niepojęta wiara w potęgę prawa i w nadludzką misję prawodawcy przewija się, jak czerwona nić, przez całą działalność jakobińskich mężów stanu, czyniąc ją nie do przyjęcia dla ludzi o dążnościach wolnościowych. “Prawodawca rozkazuje przyszło ści” poucza St. Just w Konwencie “jego rzeczą j est chcieć dobra, jego zadaniem jest uczynić ludźmi takimi, jakimi chce, aby byli”.

Jakobinizm nie tylko narzucił ludowi francuskiemu nowe okowy pod hasłem “jednej niepodzielnej rzeczpospolitej”, ale również wysunął na plan pierwszy system centralistyczny, przez co wywarł zgubny wpływ na całą późniejszą epokę rozwoju Europy. Krańcowy centralizm nie został stworzony przez Napoleona, jak to często twierdzono i do dziś jeszcze bezmyślnie powtarzają. Napoleon otrzymał system ten w spadku po Jakobinach i po znajdującym się pod ich wpływem Konwencie, a sam ograniczył się do nadania mu formy militarystycznej, tak charakterystycznej dla jego rządów. Jakobinizm przeto przez niesłychaną centralizację polityczną i społeczną utorował drogę dyktaturze militarnej awanturnika korsykańskiego i ją zupełnie przy gotował. Wprawdzie siły rewolucyjne w miastach, a szczególnie na prowincji, prze ciwstawiały się z niesłychaną energią temu procesowi niwelacji. Walka władz central nych z samorządami miejskimi miała charakter bardzo gwałtowny, zwłaszcza w Paryżu, gdzie władze gminne wywarły wpływ bardzo płodny na przebieg wydarzeń rewolucyjnych. Temu zaciekłemu oporowi gmin przeciwko centralistycznym dąże niom, opanowanego przez Jakobinów Konwentu zawdzi ęcza się przede wszystkim, iż rewolucja zdołała znieść zupełnie system feudalny, a nie zatrzymała się w połowie drogi.

Dopiero po krwawym wymordowaniu najlepszych i najdalej idących sił rewolu cyjnych, zupełne wyczerpanie opanowało w marcu 1794 masy ludowe, które stopnio wo traciły wszelkie iluzje. Kilka prób dla wzniecenia na nowo w masach ludowych ducha buntu, które przedsięwzięła po 9 Thermidorze garść energicznych rewolucjoni stów nie znalazła oddźwięku na przedmieściach rob otniczych. Dzięki temu Napole onowi wystarczyło potrząsnąć drzewem, aby zebrać bez trudu dojrzały owoc. Jasnym jest, iż centralizm musiał wydawać się systemem społecznym najidealniejszym dla człowieka; który przywykł był postępować z ludźmi jak z pionkami na szachownicy i który wyznawał obłąkańczą zasadę iż “nie ma na św iecie niczego, czego by nie dało się zrobić za pomocą silnej armii”. Umysł tego dawnego Jakobina, nastawiony jedynie na rozkaz z góry i na ślepe posłuszeństwo od dołu był niedostępny dla wszelkich innych poglądów. Każde zagadnienie społeczne było dla Napoleona, podobnie jak dla Robespierra i St. Justa, wyłącznie zagadnieniem matematycznym, które mogło być rozwiązane przez państwo za pomocą prawodawstwa.

W epoce centralizmu prawo i dekret stało się fetyszem, który miał leczyć wszelkie zło. Gdzie natura ludzka buntowała się przeciw narzuconemu jej przymusowi, tam rozpoczynała swe działanie gilotyna i egzekucje wojskowe, aż dopóki automat spo łeczny poddał się bez oporu ciśnieniu z góry. Centralizowano wszystko: rząd, prawodawstwo, oświatę publiczną, nawet morderstwa polityczne w imię “racji stanu”, w formie tzw. terroru rewolucyjnego. Dawne zarządy komunalne zastąpiły prefektury państwowe, puszczane w ruch z Paryża. Wszelkie przejawy samodzielności lokalnej były systematycznie hamowane i niszczone. Państwo wtrącało się do wszystkich przejawów życia publicznego i reglamentowało je przez swe organy wykonawcze. Inicjatywa osobista musiała ustąpić miejsca bezmyślnej rutynie biurokratycznej, która wszystko podporządkowywała ślepemu szablonowi swej formalistyki.

Napoleon dokończył dzieła, rozpoczętego przez Konwent. Gdy ktoś chciał np. uruchomić maszynę parową, musiał wypełnić 289 warunków, które były przepisane ze skrupulatną dokładnością przez władze centralne. Jest to jeden przykład wśród tysięcy. Tendencja centralizmu do regulowania wszystkiego za pomocą prawa nie tylko zabija wszelką twórczą inicjatywę sił społecznych, ale prowadzi ponadto do brutalnego uznania poszczególnych obywateli za niedojrzałych. Stanowi to najpo ważniejszą zaporę dla wszelkiego istotnego postępu kulturalnego. Podobnie jak wiara w opatrzność boską, bez której woli włos nam z głowy nie spadnie, podkopuje zaufa nie człowieka we własne swe siły, tak samo wiara w cudowną skuteczność prawa i nieograniczoną potęgę państwa podkopywała systematycznie każdą samodzielną działalność, własną inicjatywę jednostki. Taki stan rzeczy jest zawsze oznaką upadku umysłowego i sztucznym stłumieniem wszystkich postępowych sił społecznych.

Argument, iż, jakoby ograniczenie działalności poszczególnych członków społe czeństwa jest nieodzowne dla dobra i pomyślności całego organizmu, jest tej samej wartości, jaką by miało twierdzenie jakiegoś pseudofizjologa, iż zdrowie organizmu można tylko zapewnić przez ograniczenie funkcji jego poszczególnych organów. A wiemy przecież, iż rzecz się ma właśnie odwrotnie! Organizm cieszy się tym pełniej szym zdrowiem, im poszczególne organy spełniają swe funkcje intensywniej. Jaka kolwiek poważniejsza przeszkoda w funkcjonowaniu któregoś organu prowadzi nieodzownie do osłabienia całego organizmu, a w razie, jeśli przyczyna zła nie zosta nie usunięta do szybkiego lub powolnego zamierani a.

Centralizm jest takim systemem organizacji społecznej, przy którym losy ogółu powierzone bywają wyższej mądrości niewielu wybrańców, zamiast tego, aby znaj dowały w każdym z nas swego naturalnego obrońcę. Dla “ograniczonej inteligencji” poddanych postępowanie wybrańców pozostaje w tajemnicy. Ta niejawna działalność, której niewtajemniczeni nie mają możności kontrolować, co bywa zawsze praźródłem wszelkiej wiary w nieomylność autorytetów rozwija się tym bujniej, im bardziej niknie zaufanie we własne siły. Władca staje się kimś ponad ludzkim, świętym. Po dobnie jak wierzący nie traktuje księdza jako człowieka i widzi go zawsze w aureoli boskiego autorytetu, tak zwykły obywatel nie umie spostrzec w prawodawcy czło wieka ze wszystkimi jego zaletami i wadami, ale otacza go nimbem wyższej władzy.

Jest to w gruncie rzeczy zupełnie bez znaczenia, czy system centralistyczny na dziewa cesarski płaszcz Napoleona, czy też drapuje się w togę demokratyczną, pod którą starali ukryć swe oblicze Jakobini. Wyniki są zawsze te same, jak to widzimy obecnie w Rosji sowieckiej. Faktem jest, iż współczesny centralizm, który już w poło wie XV wieku począł rzucać swój cień, a osiągnął najwyższy stopień rozwoju w cza sach Rewolucji i cesarstwa, wywarł wpływ jak najbardziej zgubny na cały rozwój umysłowy Europy, i nadał jej swoiste piętno. Ślady tego systemu są bardzo głębokie, znajdujemy je nawet w ruchu robotniczym.

Pierwsi socjaliści francuscy przejęli od Jakobinów centralizm i wiarę w cudowną moc prawa. Babeuf i szkoła komunistyczna, która skupiała się wokół niego, wyrosła z łona Jakobinizmu i została zupełnie opanowana przez jego światopogląd: społeczeń stwo uważano za twór mechaniczny, któremu nadać można dowolną formę, o ile rozporządza się władzą polityczną. Zdobycie władzy politycznej było nienaruszalnym dogmatem wszelkich partii socjalistycznych, które pojawiły się w rozwoju dziejów. Spór, który dzielił te partie pomiędzy sobą, obracał się wyłącznie wokoło pytania, w jaki sposób można opanować władzę polityczną. Bezpośredni potomkowie duchowi Babeufa, tzw. Babuwiści, a później Blanquiści, wierzyli, iż władzę polityczną można zdobyć tylko drogą rewolucji, natomiast działacze, jak Ludwik Blanc, Vidal, Pecqueur, jeżeli wymienić tylko najwybitniejszych, byli zdania, iż prowadzi do tego droga jedy nie przez głosowanie powszechne. Oba kierunki były jednak zupełnie zgodne w wierze, iż socjalizm da się urzeczywistnić przez państwo i odpowiednie prawodaw stwo. Pecqueur i Vidal naszkicowali nawet kodeks prawodawczy, coś w rodzaju socjalistycznego kodeksu Napoleona, aby być przygotowanym na wielką chwilę.

Fakt, iż nie zupełnie jeszcze zanikła ta szaleńcza wiara w prawodawstwo, znajduje potwierdzenie w obecnym eksperymencie bolszewików w Rosji, w którym na nowo odżył Babuwizm. Na tym załamał się socjalizm rewolucji w Rosji, początkowo kiero wanej niezawodnie przez najuczciwsze pobudki. Bolszewicy byli przekonani, podob nie jak socjaliści państwowi z pierwszej połowy dziewiętnastego stulecia, iż można zaprowadzić komunizm z góry za pomocą rządu dyktatorskiego i ścisłej organizacji centralistycznej wszystkich sił społecznych. Z tego względu systematycznie burzono lub przekształcano w organy państwowe wszelkie instytucje, poczęte przez inicjatywę ludu. W taki sposób świetnie rozwijający się ruch spółdzielczy w Rosji został unice stwiony w sposób gwałtowny, gdyż państwo nie mogło znieść istnienia bezpośred nich stosunków pomiędzy wsią a miastem z pominięciem oficjalnego pośrednictwa komisarza państwowego. Czy to nie przypomina znamiennej uchwały Konwentu francuskiego, który pod grozą kary śmierci zabronił robotnikom prawa koalicji pod pretekstem, iż nie można cierpieć “państwa w państwie”?

A przecież właśnie spółdzielnie, z ich rozgałęzionym aparatem i cennym do świadczeniem administracyjnym, byłyby ważnym czynnikiem przy reorganizacji gospodarczej w kierunku naprawdę socjalistycznym. W podobny sposób zniszczono związki zawodowe a także sowiety, które bezpośrednio wyszły z ludu. Ściślej mówiąc, stłumiono wszelką twórczą inicjatywę tych organizacji, pozbawiono je ich początko wej samodzielności i podporządkowano jako organy drugorzędne, maszynerii pań stwowej. Nie gardzono żadnym środkiem, aby znieść wszelkie przeszkody, jakie stawały na drodze władzom centralistycznym w ich wielkim dziele rzekomego odro dzenia społeczeństwa rosyjskiego. Wszelka opozycja była deptana bez pardonu, każde wolne słowo prześladowane. Cała prasa została zredukowana do oficjalnych organów państwowych, prawo koalicji dla robotników zniesione, a wprowadzona tzw. militar na mobilizacja pracy. Powstał ku przerażeniu całego świata niesłychany aparat szpie gostwa i najstraszliwszego despotyzmu policyjnego, dla którego żadna tajemnica osobista nie była świętą. Tysiące najbardziej społecznie wartościowych działaczy zostało rozstrzelanych, wrzuconych do więzień, lub wygnanych z rodzinami z kraju, w którym się urodzili, i skazanych na tułaczkę po obczyźnie. Nigdy żadne państwo centralistyczne nie zdołało skupić w swych rękach takiej nieograniczonej władzy nad swymi poddanymi. A rezultat? Zmonopolizowanie władzy w ręku kamarilli, która była tylko mniejszością mniejszości i nadała sobie wzniosły tytuł “dyktatury proleta riatu”, oraz beznadziejne bankructwo doktryny w każdej dziedzinie.

Historyk angielski, Tomasz Bukle, zauważył, iż ze wszystkich praw najlepszymi okazały się te, które kasowały poprzednio wydane. Bukle wypowiedział w tych sło wach nie tylko głęboką prawdę, ale równocześnie ujawnił całkowicie właściwy cha rakter prawa. Prawo w najlepszym razie może działać czysto negatywnie, ale nigdy pozytywnie. Może niweczyć stare zło i na jego miejsce stawiać albo coś mniej złego, albo coś gorszego, ale nie ma nigdy mocy tworzenia dobra, owocnego rozwijania zalążków, ponieważ pozbawione jest wszelkiej siły twórczej. Niemądry przymus i przemoc brutalna są najgorszymi wrogami wszelkiej działalności twórczej. Prawdzi wa twórczość może wypływać tylko z wolnej inicjatywy i wzajemnego porozumienia. Tępe zapoznanie tej prawdy powoduje bezgraniczną wiarę w państwo człowieka współczesnego, który oczekuje wszystkiego od wszechpotęgi prawa i bezdusznej rutyny władz centralistycznych.

Nawet ci spośród współczesnych działaczy, którzy, jak różnobarwne zastępy zwo lenników Marksa, rozszczepione na liczne kierunki, mniemają, iż państwo z wszelki mi jego atrybutami zaniknie w późniejszym rozwoju ludzkości wierzą tym niemniej w jego absolutną konieczność w czasie rewolucji i w czasie okresu tzw. przejściowego. Pogląd ten opiera się wszakże na całkiem błędnym założeniu i burżuazyjnym rozu mowaniu. Dzieje nie znają bowiem żadnych okresów przejściowych, a tylko niższe i wyższe formy rozwoju. Każda nowa forma społeczna jest w swoim pierwszym sta dium z natury rzeczy prymitywna i niedoskonała, tym niemniej w każdej jej instytucji muszą być zawarte wszystkie zarodki całkowitego późniejszego rozwoju, podobnie, jak w każdym embrionie znajduje się zalążek całkowitego zwierzęcia albo rośliny. Wszelkie próby nadania nowemu porządkowi rzeczy składników starego, przeżytego systemu dawały dotychczas zawsze rezultaty ujemne, mianowicie, albo próby takie zostawały od samego początku wypaczone, albo też delikatne zarodki i zalążki no wych zjawisk bywały przez sztywne formy przeszłości tak uciskane i hamowane w swym naturalnym rozwoju, iż marniały, zatracały swą wewnętrzną siłę żywotną i zamierały.

Ale również w czasach bezpośrednio rewolucyjnych powstanie rządu centralnego, lub co gorsza dyktatury, najwyższego wyrazu zasad centralistycznych, jest najbar dziej niebezpieczną przeszkodą dla wszelkiego postępu. Próby ujęcia jakiegoś ruchu ludowego, że tak powiemy, w cugle, skierowania wszystkich sił ku określonemu celowi, nakładają sztuczny hamulec na twórcze instynkty ludowe, które jedynie mają moc nadania rewolucji dostatecznego rozmachu. Wszelkie dążności wolnościowe mogą zostać w ten sposób ostatecznie przygłuszone. Członkowie takiego ciała centra listycznego, nawet jeżeli przedtem byli najbardziej lewicowych poglądów, zatracają stopniowo wszelki bezpośredni kontakt z masami i przestają odczuwać prawdziwe sprężyny ruchów społecznych. Ponieważ uwagę ich całkowicie absorbuje centralizacja wszystkich sił i jedynym celem staje się dla nich martwy mechanizm rzeczy, któremu nadać można wszelką postać, prawdziwe życie z jego przebogatą różnorodnością ustąpić musi na dalszy plan. Z tego punktu widzenia każda działalność samodzielna, każdy impuls, wychodzący z mas, musi wydawać się siłą wrogą, zakłócającą misternie nakreślone, sztuczne plany. A gdy te niekontrolowane siły okazują się na tyle zuchwa łe, że nie chcą poddać się dobrowolnie dyktaturze, to muszą być siłą przywołane do porządku w imię “wyższych interesów”. Członkowie rządu czują się osobistym wcie leniem tych “wyższych interesów”, a usiłując zrobić z innych automaty, sami stają się automatami. Robespierre, jako człowiek, wypowiadał się namiętnie przeciwko karze śmierci. Robespierre, jako dyktator, zrobił z gilotyny ołtarz ojczyzny, aparat dla rato wania cnoty.

System centralistyczny wywiera zgubny wpływ nie tylko na ludzi, dzierżących władzę centralną, ale w tenże sposób działa na szerokie warstwy ludowe, przez to, że podkopuje, a wreszcie całkiem unicestwia przyrodzone poczucie odpowiedzialności jednostki. Poczucie odpowiedzialności osobistej jest naturalnym wynikiem społeczne go współżycia. Maksyma “nie rób drugiemu tego, czego byś nie chciał, aby tobie robiono”, które różne religie przypisują swym założycielom, nie jest wynalazkiem jednostki, ale rezultatem instynktu społecznego, który żyje w nas od milionów lat. Instynktowi temu każdy z nas nadać może głębszy lub bardziej powierzchowny sens.

Póki ludzie żyli w związkach dobrowolnych, które miały na celu samodzielne roz strzyganie własnych spraw i wspólnych interesów p oczucie odpowiedzialności jednostki było naturalną podstawą wszelkich zbiorowych poczynań i postanowień. Zwycięstwo państwa i zasady władzy centralistycznej wprowadziło tu także zmianę. Jednostka stała się narzędziem w ręku, narzuconego brutalnie, aparatu władzy, który zagarnął załatwianie wszelkich spraw. Odbywa się to w taki sposób, iż jednostka w rozstrzyganiu swoich spraw odgrywa rolę jakby biernego medium. Poczucie odpo wiedzialności osobistej doznało przez to niebezpiecznego załamania. Ten, kto jest zmuszony słuchać rozkazów z góry, niezależnie od tego, czy się z nimi zgadza, czy też nie ten przenosi również odpowiedzialność za swoj e czyny na tych, od których otrzymuje rozkazy. Bez prawa decyzji w zamyślanych czynach odpowiedzialność za nie istnieć nie może.

W militaryzmie współczesnym, będącym krańcowym przejawem nec plus ultra centralizmu, można najlepiej obserwować to ponure zjawisko. Tutaj człowiek nie jest niczym więcej, jak maszyną, która musi, wyłączywszy swój rozum, ślepo słuchać każdego rozkazu swych przełożonych. Na zasadzie rozkazu żołnierz zmuszony jest dopuszczać się największych przestępstw, nie zdając sobie nawet w przybliżeniu sprawy z ohydy swych czynów. Osobnik, który w swym życiu prywatnym byłby niezdolny uczynić krzywdy nawet musze, staje się najgorszym mordercą, i podpala czem, gdy dostaje rozkaz z góry. Przekształca się wówczas w automat z krwi i kości, który kłuje bagnetem, strzela z karabinu z taką samą precyzją mechaniczną, jak auto mat żelazny wyrzuca czekoladę lub papierosy, gdy moneta naciśnie w nim odpo wiednią dźwignię.

Z tą samą automatycznością kat wyprawia na śmierć człowieka, którego wcale nie zna, a sędzia, z palcem na kodeksie, wydaje wyroki na nieszczęsnych biedaków. Na tomiast najohydniejszy podstęp bywa sławiony jako największa cnota, skoro zostanie wykonany w imię wyższych interesów. Wobec takiego postawienia rzeczy wszelkie uczucia naprawdę ludzkie zamierają, a głębszy stosunek człowieka do człowieka ustępuje na plan ostatni i robi miejsce sztywnej bezmyślnej dyscyplinie, kiedy para grafowa mądrość przychodzi do głosu. “Racja stanu”, “honor narodowy”, “interes partyjny” i tysiące innych formułek abstrakcyjnych, za którymi kryje się zawsze bru talny interes drobnych mniejszości zastępuje głos sumienia, czyli, mówiąc ściślej, poczucia odpowiedzialności, będącego wewnętrznym motorem człowieka i naturalną podstawą całego jego postępowania. Systematyczne rugowanie i stopniowe coraz większe osłabianie się tego cennego uczucia jest jedną z najbardziej zgubnych konse kwencji centralistycznego nastawienia umysłów i niechybnie prowadzi do wewnętrz nego rozpadu całego życia społecznego, ponieważ sztucznie zrywa wszelką więź pomiędzy jednostką a ogółem. Jest to bodaj najgorsze zło ze wszystkiego, co dokonuje centralizm.

Większość wielkich pionierów socjalizmu, których działalność przypada na pierwszą połowę XIX stulecia, była mniej lub więcej silnie opanowana przez ideę autorytetu. Genialny St. Simon z niezwykłą przenikliwością umysłu przewidywał, iż zmierzamy ku czasom, w których rządy nad ludźmi sprawować będzie sztuka oraz w których za pomocą sztuki odbywać się będzie administracja nad rzeczami. Uczniowie jego natomiast tak bardzo ugrzęźli w ideach autorytatywnych, że, bez szkody dla socjalizmu, musieli zniknąć z powierzchni życia publicznego. Fourier rozwinął w swoim systemie społecznym niektóre przedziwne idee wolnościowe, np., teorię o pracy “pociągającej”, jednakże ożywiała go tak głęboko zakorzeniona wiara, iż wyba wienie ludzkości przyjść musi z góry, że zwracał się do wszystkich mężów stanu i dostojników kościoła z błaganiem, aby przeprowadzili doświadczenie nad jego syste mem. Prośby te pozostały, oczywiście, bez wszelkiego rezultatu. Nie uświadomił on sobie zatem nigdy właściwej istoty wyzwolenia społecznego. W jeszcze większym stopniu stosuje się to do jego uczniów. Marzeniem Cabeta było urzeczywistnienie komunistycznej teokracji. Vidal i Pecqueur byli socjalistami państwowymi czystej krwi, Ludwik Blanc i przywódcy tajnych organizacji babuwistycznych jak, Blanqui i Barbes, byli komunistycznymi Jakobinami i wierzyli we wszechpotęgę państwa, jak w Ewangelię.

W Anglii, gdzie William Godwin już w r. 1793 wydał swą głęboką pracę: “Sprawiedliwość społeczna i jej wpływ na ogólną cnotę i szczęście”, która jest pierwszym współczesnym dziełem teoretycznym o anarchizmie komunistycznym, ruch socjali styczny pierwszego okresu opierał się na ideach o wiele bardziej wolnościowych, niż we Francji. Prace Williama Thompsona, Johna Greya, pozostały jednak dla socjalistów z kontynentu całkiem nieznane. Komunizm Roberta Owena był szczególną mieszani ną idei wolnościowych i autorytatywnych. Wśród niewielu myślicieli socjalistycznych tego okresu, którzy usiłowali oprzeć swój światopogląd na ideach wolnościowych i antypaństwowych, Proudhon był niewątpliwie, najwybitniejszym. Jego krytyka jako bińskich przeżytków władzy i ślepej wiary w cudowną siłę prawa lub dekretów pań stwowych, była czynem wyzwalającym, który jeszcze do dziś nie jest w pełni ocenio nym. Anarchista Proudhon pojął jasno, iż socjalizm musi być wolnościowym, jeśli ma w ogóle stać się twórcą nowej kultury społecznej. Proudhon, przewidujący w swej płomiennej duszy wyraźnie przyszłościowe formy życia, był pierwszym, który poli tycznej metafizyce partii przeciwstawił konkretne fakty gospodarcze. Zjawiska eko nomiczne były dla niego naturalną podstawą całego życia społecznego, a ponieważ zrozumiał z głęboką przenikliwością, że życie gospodarcze nie znosi żadnego ze wnętrznego przymusu to łączył on z wewnętrzną log iką zniesienie monopoli gospo darczych z usunięciem wszelkiej władzy. Prawo, o które zabiegały różne partie, było dla Proudhona martwym fetyszem, mogącym działać negatywnie, ale nigdy twórczo. Skutkiem tego, jako jedyną więź moralną we wszystkich stosunkach społecznych wśród zbiorowisk ludzi wolnych i równych, uznawać musiał dobrowolne porozumie nie.

“Chcecie zatem usunąć władzę?” pytano go. “Nie wierzycie w konstytucje? Kto będzie wówczas utrzymywał porządek w społeczeństwie? Co postawicie na miejscu państwa? Na miejscu policji? Na miejscu wielkiej potęgi politycznej?”

“Nic!” “Nic!” odpowiadał Proudhon. “Społeczeństwo jest wiecznym ruchem. Nie potrzebuje mentorstwa. Zbytecznym jest wybijanie mu taktu, samo w sobie posiada swoje wahadło i sprężynę. Zorganizowane społeczeństwo nie potrzebuje ani praw ani prawodawcy. Prawa odgrywają w społeczeństwie taką rolę, jak pajęczyna w ulu: służą do łapania pszczół”.

Proudhon przejrzał zło polityki centralistycznej we wszelkich szczegółach i dlate go proklamował, jako nakaz chwili, polityczną decentralizację i autonomię gmin. Był on najwybitniejszym wśród współczesnych, którzy wypisali na swym sztandarze zasadę federalizmu. Proudhon uświadamiał sobie, iż ludzie nie mogą wtargnąć do ustroju anarchistycznego za pomocą śmiałego salto mortale, gdyż nie może zniknąć od razu nastawienie umysłowe człowieka współczesnego, które było rozwijane w ciągu długich lat. Dlatego uważał decentralizację polityczną, któraby stopniowo coraz bar dziej pozbawiała państwo swych funkcji, za najbardziej odpowiedni krok przygoto wawczy dla zniesienia wszelkiego panowania człowieka nad człowiekiem. Sądził on, że nowe ukształtowanie polityczne społeczeństw europejskich w formie małych gmin, połączonych ze sobą na zasadach federacyjnych za pomocą dobrowolnych umów będzie mogło stać się hamulcem dla zgubnego rozwoju wielkich państw współcze snych. Kierowany tym poglądem, dążnościom ku jedności narodowej Mazziniego, Garibaldiego i wielu innych, przeciwstawiał decentralizację polityczną i federalizm gmin jako środek, zmierzający do wyższej jedności kulturalnej narodów europejskich.

Jest wysoce znamiennym, iż właśnie krytycy szkoły marksowskiej upatrywali w tym kroku Proudhona dowód jego “utopizmu”, wskazując na fakt, iż na przekór temu rozwój społeczny kroczy ku coraz większemu centralizmowi. Jak gdyby to miało być argumentem! Czy przez ten rozwój złe skutki centralizmu, które Proudhon opisał w sposób tak mistrzowski, zostały usunięte lub przezwyciężone same przez się? Nie, po tysiąc razy nie! Te zgubne następstwa rozwinęły się właśnie w sposób gigantyczny i były jednym z głównych czynników, które doprowadziły do wielkiej rzezi światowej. Proudhon przewidział wszelkie konsekwencje rozwoju wielkich państw, zwrócił uwagę współczesnego mu pokolenia na nadchodzącą katastrofę i równocześnie dał wskazówki, w jaki sposób można jej uniknąć. Zaiste, nie było to jego winą, iż rady jego zostały zlekceważone i że głos jego przebrzmiał, jak na puszczy. Nazywanie go z tego powodu utopistą jest konceptem zarówno łatwym, jak bezmyślnym. Z tej samej racji można również nazwać utopistą lekarza, gdy na zasadzie objawów choroby przepo wiada dalszy jej rozwój i udziela pacjentowi rad, w jaki sposób przeciwdziałać złu. Nie jest to winą lekarza, gdy pacjent rad jego nie usłucha i nie czyni żadnych wysił ków, aby się wyleczyć.

Sformułowanie przez Proudhona zasad federalizmu było próbą przeciwdziałania rozwijającej się reakcji antywolnościowej. History czne znaczenie Proudhona polega właśnie na nadaniu ruchowi robotniczemu Francji i innych krajów romańskich piętna swego umysłu i skierowaniu socjalizmu na tory wolności i federalizmu. Dopiero wówczas, gdy kapitalizm państwowy zostanie wreszcie ostatecznie pokonany w swych wszystkich fazach i odmianach, będzie można w pełni ocenić znaczenie dzieła Proudhona.

Gdy po śmierci wielkiego myśliciela francuskiego Międzynarodówka Robotnicza powstała do życia, osiągnęła swą doniosłość właśnie dzięki duchowi romańskiemu, który ją ożywił, i stała się kolebką współczesnego ruchu robotniczego w Europie. Sama Międzynarodówka była zrzeszeniem organizacji zawodowych i ideowych, opartym na zasadach federalizmu. W jej szeregach rozwinęły się wszystkie wielkie i twórcze idee socjalizmu wolnościowego, tak bardzo charakterystyczne dla umysłowe go nastawienia tej wielkiej organizacji robotniczej. Powyższy rozwój ideowy był inspirowany prawie wyłącznie przez socjalistów krajów romańskich. Niemieccy socjalde mokraci z tego okresu upatrywali ideał polityczny przyszłości w tzw. “państwie ludowym” i w ten sposób kontynuowali mieszczańskie tradycje Jakobinizmu. Socjali ści rewolucyjni narodów romańskich zrozumieli, że nowy system gospodarczy w sensie socjalistycznym wymaga całkiem nowej formy organizacji politycznej. Zrozu mieli także, iż ta nowa organizacja nie tylko nie może mieć nic wspólnego ze współ czesnym ustrojem państwowym, ale oznacza wprost jego kres historyczny. W ten sposób w łonie Międzynarodówki rozwijała się tzw. idea Rad, tj. koncepcja, aby kon trolę nad wytwórczością i konsumpcją społeczną sprawowali sami wytwórcy, w formie wolnych, związanych ze sobą na zasadach federacyjnych, grup gospodarczych. Delegaci tych grup mieli równocześnie reprezentować gminę pod względem politycz nym. W ten sposób ludzie, zajmujący się polityką zawodowo, mieli być zastąpieni przez Rady zawodowców, a państwowa polityka siły przez pokojową politykę go spodarczą gmin.

W tym samym czasie Bakunin, w znanej mowie na Kongresie Ligi Wolności i Po koju w Genewie w r. 1867, zarysował jasno zasady federalizmu politycznego oraz podkreślił szczególnie jego znaczenie dla pokoju światowego.

“Każde państwo centralistyczne” wyjaśnia wielki a narchista rosyjski “nawet najbardziej liberalne i o jakiejkolwiek formie republikańskiej jest z konieczności gnębi cielem i wyzyskiwaczem ludu pracującego na korzyść klas uprzywilejowanych. Po trzebuje armii, aby masy utrzymywać w posłuszeństwie, a istnienie tej uzbrojonej potęgi prze do wojen. Stąd dochodzę do wniosku, że pokój międzynarodowy jest niemożliwy, póki nie zostanie przyjęta następująca zasada ze wszelkimi jej konse kwencjami: każdy naród, słaby czy silny, mały czy wielki, każda prowincja, każda gmina ma absolutne prawo pozostawać wolną i autonomiczną i zgodnie ze swymi interesami i potrzebami zorganizować sobie życie i rządzić się. Wszystkie gminy, wszystkie narody są solidarnie zainteresowane w utrzymaniu tego prawa, gdyż nie mogłoby ono zostać naruszonym w stosunku do którejkolwiek gminy, nie narażając równocześnie wszystkich na niebezpieczeństwo”.

Wybuch Komuny Paryskiej dał wielki rozmach idei autonomii gmin i federalizmu, zwłaszcza w szeregach Międzynarodówki. Paryż dobrowolnie zrzekł się swych przy wilejów centralistycznych w stosunku do pozostałych gmin Francji. Gmina stała się punktem wyjścia całkiem nowego prądu społecznego, który zasadzie centralizacji państwowej przeciwstawiał ideę federacji gmin. Gmina stała się jednostką apolityczną przyszłości, podstawą nowej kultury społecznej, rozwijającej się organicznie od dołu ku górze, bez udziału jakiejkolwiek władzy centralnej, przewodzącej ludziom. W ten sposób, jako społeczny obraz przyszłości, powstała nowa forma organizacyjna, w której inicjatywa osobista i inicjatywa grup miała szeroki głos, a równocześnie duch wspólnoty i dobra powszechnego był wysoce rozwinięty w każdej jednostce.

Podczas gdy w Międzynarodówce zwolennicy socjalizmu państwowego i Jakobi nizmu bronili w dalszym ciągu centralizmu, federalizm elementów wolnościowych tego wielkiego związku robotniczego stał się nie tylko ideałem politycznym przyszło ści, ale także podstawą jego zasad organizacyjnych w teraźniejszości. Fakt ten właśnie stał się przyczyną walki wewnętrznej pomiędzy centralizmem a federalizmem, która doprowadzić musiała do upadku Międzynarodówki. Próba Rady Naczelnej, stojącej pod bezpośrednim wpływem Marksa i Engelsa, nadania Międzynarodówce sztywnej formy centralistycznej i podporządkowania jej interesom pewnych partii politycznych, natrafić musiała na zdecydowany opór federalistów. W ten sposób nastąpił ów głęboki rozłam w ruchu robotniczym, który do dziś dnia nie jest wyrównany, ponieważ doty czy przeciwieństw natury zasadniczej.

Prawdopodobnie centralizm polityczny nie mógłby rozwinąć się w takim stopniu, jeśliby w wielkim rozwoju współczesnego przemysłu i jego bezpośrednich skutkach nie znalazł potężnej podpory. Pojawieniu się wielkiego przemysłu kapitalistycznego, który nastąpił najpierw w Anglii, towarzyszyła centralizacja głównych gałęzi przemy słu. Centralizacja przemysłu w niewielu ośrodkach narzuciła przedstawicielom nauk ekonomicznych pewne wnioski. Upatrywali w tym nie zjawisko przejściowe, ale fakt o charakterze stałym, ściśle złączonym z istnieniem współczesnej techniki przemysłowej i będącym nawet jej bezpośrednim wynikiem. Dla wielkich założycieli współczesnej nauki ekonomicznej centralizacja przemysłu i współczesny podział pracy były obja wieniem nowej epoki o nieograniczonych możliwościach. Wrażenie z tego nowego zjawiska było tak wielkie, iż nawet w obozie socjalistycznym przyswojono sobie po gląd, iż powyższy stan rzeczy jest historycznie koniecznym warunkiem dla urzeczy wistnienia socjalizmu. W rzeczywistości jednak jest to tylko warunek dla istnienia kapitalistycznego systemu wyzysku, stojącego w biegunowej sprzeczności do socjali zmu. We wszelkich dziedzinach współczesnego życia gospodarczego tysiące symp tomatów wskazuje na okropne skutki, które ten niezdrowy system ekonomiczny przedstawia dla fizycznego i moralnego rozwoju producentów i normalnego życia społeczeństw w ogóle. Jaskrawa dysproporcja pomiędzy przemysłem a rolnictwem, zgubna przepaść pomiędzy pracą umysłową a pracą ręczną są przejawami tego zła. Nie centralizacja, ale decentralizacja przemysłu, nie podział pracy, ale jej integracja (połączenie) muszą stać się hasłem naszego życia gospodarczego; tylko tędy wiedzie droga ku socjalizmowi.

Dowodem, iż powyższy punkt widzenia nie opiera się na twierdzeniach bezpod stawnych, ale odpowiada konkretnym faktom naszego współczesnego rozwoju prze mysłowego jest stale postępująca decentralizacja przemysłu i ostatnie metody nowo czesnego rolnictwa. Były czasy, w których panowało ogólnie mniemanie, iż wielki przemysł związany jest tylko z niektórymi krajami. Adam Smith i liczni jego następcy byli o tym głęboko przekonani. Praktyczne doświadczenie pokazało jednak, iż pogląd ten jest fałszywy. Wielki przemysł współczesny coraz bardziej ogarnia wszystkie kraje i każdy naród usiłuje wyzwolić się z zależności ekonomicznej u swych sąsiadów i osiągnąć możliwie pełną samowystarczalność przemysłową. Proces ten odbywa się również w obrębie poszczególnych krajów: każda prowincja, każda dzielnica dąży do możliwej samodzielności.

Jeżeli równocześnie wziąć pod uwagę tendencje współczesnego rolnictwa to daje się wyraźnie zauważyć, że rozwój gospodarczy kroczy w kierunku, który ostatecznie doprowadzi do tego, że każda gmina będzie możliwie samodzielnie zaspakajać swe potrzeby rolnicze i przemysłowe.

Najlepszą gwarancję racjonalnej celowości tego rozwoju stanowi fakt, że właśnie współczesne udoskonalenia techniki maszynowej umożliwiają każdej gminie posia danie aparatu różnorodnych środków produkcji. Piotr Kropotkin wyraźnie zarysował drogę tego rozwoju w swej świetnej pracy: “Rolnictwo, przemysł i rzemiosło”, która jest jedną z najwybitniejszych książek całej literatury socjalistycznej ostatnich lat trzy dziestu. Dzieło to oparte jest na niezmiernie bogatym materiale. Jeżeli pomimo to nasi krytycy z różnego gatunku obozów marksowskich powtarzają ciągle, iż syndykaliści i anarchiści chcą powrócić do drobnomieszczańskiego sposobu produkcji epoki ubiegłej dowodzi to tylko tego, jak oni sami głęboko ugrzę źli w dogmatach ekonomii mieszczańskiej, od której nie mogą się wyzwolić. To samo odnosi się i do ich stosunku względem centralizmu politycznego, który również pochodzi ze świata idei burżu azyjnych.

Jeżeli Proudhon i Bakunin stali jeszcze na stanowisku centralizacji gospodarczej to dlatego, że w ich czasach przejrzenie dalekich perspektyw rozwoju przemysłowego nie było jeszcze możliwe. Dopiero naukowe badania Kropotkina przyniosły dowód, że federalizm jest także możliwy w dziedzinie gospodarczej i że otwiera całkiem nowe horyzonty przyszłości. Właśnie dzięki rezultatom badań praktycznych idea federali styczna zrzeszenia w związki wolnych i samodzielnych gmin nabrała swego pełnego i całkowitego znaczenia. Oczywiście, że pewne gałęzie produkcji jak np. górnictwo pozostaną zawsze związane z pewną okolicą, ale to nie zmienia w niczym ogólnej reguły oraz faktu, iż działalność wytwórcza mieszkańców nawet tych okolic ulegnie całkowitemu przekształceniu w chwili, kiedy przestanie być podporządkowana spra wie wyzyskiwania pewnych klas społecznych.

Jednym z najpoważniejszych zarzutów, który czynią federalizmowi zwolennicy centralizmu w współczesnym ruchu robotniczym jest twierdzenie, że prowadzi on do rozstrzelenia sił, które mogą być utrzymane w spójni tylko przez silną centralizację. Ale czyż centralizm był kiedykolwiek w stanie zapobiec rozłamom, uzasadnionym przez logikę faktów? Przykład partii komunistycznej w różnych krajach jest żywym dowodem, że rzecz ma się wprost przeciwnie. Nigdy przedtem w żadnym ruchu robotniczym centralizm nie był kultywowany w tym stopniu, co w partii komuni stycznej. Nie tylko każdy jej członek poddany jest tam żelaznej dyscyplinie partyjnej i wszystkie rozkazy obowiązują go bezwzględnie bez żadnego sprzeciwu, ale ponadto za pomocą periodycznych “czyszczeń” usiłuje się uchronić partię przed jakimkolwiek przejawem samodzielności. Osobnik, który się jeszcze nie całkiem oduczył myśleć, w każdej chwili przygotowany być musi na prześladowania. A rezultat? Spojrzyjmy na te smutne szczątki przeszłej świetności, które dziś ledwo trzymają się kupy za pomocą smarów finansowych! Rozłamy w dzisiejszej patii komunistycznej stały się zjawiskiem chronicznym, pomimo całej dyscypliny partyjnej i pomimo tak potężnej władzy na czelnego organu partii.

Ale najbardziej tragicznym w tym wszystkim jest okoliczność, że jak tylko od sta rej partii oderwie się jakaś mniejszość to nic ni e ma pilniejszego do roboty, jak powo łać do życia nową centralę i kroczyć śladami starej partii. Wśród niewielu obrazów, jakimi obdarzył nas niezwykły geniusz wielkiego Hiszpana, Franciszka Goya, znajdu je się jeden szczególnie poruszający duszę. W okolicy górskiej po wąskiej ścieżce porusza się z trudem łańcuch ludzi, dźwigających wielki ciężar na plecach i zmierzają cych do jakiegoś nieznanego celu. Ale ci biedacy są ślepi, i poruszają się ciągle po wielkim kole, tak, że, nie wiedząc o tym, powracają wiecznie do tego samego miejsca. Bezwiednie obraz ten przypomina nam szaleńcze postępowanie naszych ultra centralistów, którzy opanowani są tą samą myślą, co nasi militaryści, mianowicie, że z ludźmi można postępować tak, jak z pionkami na szachownicy. Szuka się błędów w chwilowym składzie centrali i zamienia się go przez lepszy. Nowa centrala liczy się początkowo nieco więcej z poglądami swych członków, lecz jest to tylko kwestią czasu i ona, jak wszelkie inne centrale, przejdzie z czasem nad prawami i życzeniami plebsu do porządku dziennego, ponieważ z istoty każdego rządzącego ciała wypływa pogar dliwy stosunek do mas i chorobliwa przesada w ocenianiu siebie samych. Wszelka krytyka, z którą spotyka się ich postępowanie, bywa uważana za obrazę majestatu i przeciwko krytykującym występują z bronią najcięższego kalibru. Zarządy postępują w ten sposób nie dlatego, że składają się z ludzi złych i niesumiennych, ale po prostu dlatego, że stanowią oni władzę centralną, powołaną do tego, aby rozciągnąć umy słową pieczę nad szeregowymi członkami partii. Zło leży nie w przypadkowej formie i składzie osobowym centrali, ale w samym jej istnieniu. Kto chce zmienić tylko formę, ten nie rozumie jądra rzeczy, czyli uwiecznia kołowanie ślepców.

Centralizm jest i pozostanie niczym więcej, jak czysto mechanicznym zlepkiem sił i z tego powodu nie rozwija sił, ale właśnie tylko paraliżuje już istniejące. Robiąc z ludzi marionetki, zabija w nich ich cenne właściwości: samodzielność myślenia i oso biste poczucie odpowiedzialności. Dla rządu jest to bezwarunkowo cel pożądany, gdyż samodzielność myślenia nie była nigdy cechą lojalnego poddanego, który jest ideałem dla każdego rządu. Ale to, co jest pożądanym dla wszelkiej władzy dla ruchu robotniczego musi być zgubnym. W wielkiej walce o swe społeczne wyzwolenie klasa robotnicza potrzebuje całkowitego rozwoju swych uzdolnień i wszelkie ograni czenia przynosić jej muszą szkodę. Albowiem wyzwolenie nie będzie jej danym z góry, lecz musi być rezultatem własnej jej siły i inteligencji.

Wychowanie socjalistyczne nie polega ani na powtarzaniu rewolucyjnych fraze sów, ani na rzucaniu do urn kartek wyborczych. Wychowanie socjalistyczne zasadza się natomiast na nauczaniu robotników kierowania produkcją, organizowania prze mysłu i rolnictwa na nowych zasadach oraz regulowania podziału dóbr. A na to po trzebny jest jak najpełniejszy rozwój wszelkich sił umysłowych, z wyłączeniem wszel kich mechanicznych form organizacyjnych, które tłumią rozwój tych sił. Organizacja jeżeli ma być naprawdę godna swej nazwy, musi jak cienka szata dostosowywać się do wszelkich ruchów ciała, i nie powinna krępować ruchliwości organizmu lub ograniczać się do paru z góry przepisanych automatycznych ruchów.

Taką organizacją jest właśnie federalizm, który nie powoduje rozbicia sił, jak mu tak często zarzucają złośliwi albo bezmyślni krytycy. Nie, federalizm oznacza żywotne połączenie wszelkiej energii społecznej na zasadzie wspólnych interesów i przekonań, co znajduje swój bezpośredni wyraz w samodzielnej działalności jednostek i w do browolnym ich porozumieniu z wszystkimi pozostałymi. I właśnie dlatego, tym bar dziej jesteśmy zainteresowani w tym, aby we własnych naszych szeregach federalizm nie zwyrodniał do bezsensownej swej karykatury, na którą by składano odpowie dzialność za niedojrzałości idei i rzeczy, będące ze swej najwęwnętrzniejszej istoty zupełnie obce federalizmowi. Wydaje mi się, że właśnie w Niemczech, gdzie ruch robotniczy rozwijał się przez dziesiątki lat w duchu centralizmu, przejawia się szcze gólna skłonność do wpadania w drugą ostateczność i albo odrzuca się wszelką orga nizację jako taką, albo też wpada się w ograniczony partykularyzm lokalny. W intere sie naszego ruchu musimy przeciwdziałać wszystkim takim dążeniom, jeżeli nie chcemy zostać zniszczeni przez tę chorobę.

Powtarzam raz jeszcze, że nie ma nic doskonałego pod słońcem: również i organi zacja federalistyczna nie jest wolna od zaczepek różnego rodzaju. Bądźmy czujni, aby zapobiegać szkodom. Ale przede wszystkim nie możemy tolerować, aby nienawiść osobista i ślepy fanatyzm zatruwały wzajemne nasze stosunki i stwarzały atmosferę, z której nic dobrego wyjść nie może. A głównie, strzeżmy się chorobliwego braku za ufania i podejrzliwości, która słyszy jak pchła kaszle, a jak trawa rośnie. Gdzie zaufa nie wzajemne zostało zburzone tam nie ma wspólnej sprawy, nie ma więzów, które łączą nas jako bojowników wielkiej sprawy wyzwole nia ludzkości.