Minął dokładnie rok od wstawienia pierwszego tekstu na anarchobibliotekę (co do godziny, minuty i sekundy), trochę ponad rok od rozpoczęcia nad nią prac i sporo więcej czasu odkąd zacząłem o niej marzyć. Stwierdziłam więc, że napiszę coś krótkiego, żeby odrobinę powspominać, i pozostawić kilka refleksji, które w miarę rozwijania się projektu wpadły mi do głowy.

Przede wszystkim muszę powiedzieć, jak dziwne jest przypomnieć sobie, że przez dość długi czas żyłam w świecie, w którym anarchobiblioteka nie istniała – bo od teraz spędziłam już w nim rok. Czas leci a rzeczywistość bywa zmienna, wiem, ale to nadal niesamowite. W trakcie tego roku obserwowałem jak anarchobiblioteka przyjmuje się w naszym światku coraz bardziej, i muszę powiedzieć, że gdy po raz pierwszy widziałem jak ktoś sam z siebie podklinkował jakiś tekst na bibliotece, odczułem spełnienie większe niż kiedykolwiek wcześniej. A już w ogóle jak zobaczyłem link do niej na naklejce zrobionej przez zupełnie nieznaną mi osobę. „Cholera”, pomyślałam sobie wtedy, „to działa”.

Założyłem bibliotekę bo strasznie mnie irytowało to, że nie było niczego na jej kształt (choć gdyby nie technologiczne i techniczne wsparcie pięknych osób od Anarchist Libraries, mógłbym sobie dalej marzyć i się irytować). Jestem pewien, że każdego irytuje co innego, a jednocześnie irytuje nas wiele rzeczy wspólnie. Gdybyśmy więc wszystkie, zamiast zastanawiać się jak poradzić sobie z tymi wszystkimi wielkimi kwestiami, zabrały się za choćby najmniejsze irytujące nas bzdury i im zaradziły, sporo by się zmieniło. Myślę, że to jedyny komentarz, jaki można do tego zostawić.

Po drugie, ogromnie cieszy mnie to, że mogłam dzielić ten projekt z tak wieloma osobami. O ile w pewnym sensie od początku robię go „sama” (nie ma żadnego bibliotecznego „kolektywu”), to jednak jest nas tak wiele. Od samego początku czułam, że siłą biblioteki jest duży potencjał partycypacyjny (każdy w końcu może dodać swoją cegiełkę do projektu, choćby polegałoby to na zmianie tagów w jakiejś pozycji) i od początku też miałam nadzieję na to, że to zadziała (bo inaczej nie dałbym z tym sobie rady). Zadziałało, i to jak; nie mogę przypisać sobie nawet większej części zasług za to, jaki kształt ten projekt ostatecznie przyjął. To pokazuje moc tego typu działania – często nie potrzebujemy organizacji czy kolektywów, by zrobić razem coś zajebistego wystarczają wspólne chęci; coś może zacząć się po prostu od inicjatywy i determinacji jednej osoby, by później inne, nieformalnie (w przypadku biblioteki naprawdę nieformalnie), podjęły razem z nią robotę. Nie znam znacznej większości z was – osób, z którymi robię bibliotekę – więc wszystkim wam teraz bardzo dziękuję, tworzymy piękną Unię Egoistów. To dzięki nam wszystkim anarchobiblioteka jest tym, czym jest.

Biblioteka była też od samego początku robiona z zamysłem stworzenia przestrzeni dla tych nurtów myśli anarchistycznej, które w naszych stronach nie znalazły za bardzo dla siebie miejsca; chciałam ułatwić szersze spojrzenie na pewne kwestie i uporządkować anarchistyczny krajobraz, by łatwiej było po nim nawigować i odnaleźć się wśród tych wszystkich przecinających się ze sobą anarchistycznych strumieni. Myślę, że bardzo tego potrzebujemy – nadal odnoszę zbyt duże wrażenie, że tutejszy anarchizm jest zdominowany przez pojedyncze jego odłamy, które tak bardzo stały się politycznym status quo, że przestały już być przez niektórych postrzegane jako odłamy, a po prostu – jako anarchizm. Miałem nadzieję właśnie na to, że biblioteka może zapewnić ten pełen obraz, żebyśmy przestali fiksować się na jego fragmentach, żebyśmy spojrzały całościowo i zamiast anarchizmu zaczęły widzieć anarchizmy, a może nawet anarchię. Prawda jest taka, że nieważne od tego, co się na temat anarchizmu i anarchii sądzi, różnorodność zawsze była i będzie naszą siłą – tak w ideach, jak w działaniu. Mam więc nadzieję, że będzie ona coraz większa (a ku mojemu zadowoleniu zauważam, że wszystko ku temu zmierza) i wylezą z nas najbardziej pokręcone chimery anarchistycznych idei – bo w końcu anarchia powinna być dla każdej z nas, skrojona na potrzeby każdej pojedynczej osoby.

Prawie tysiąc tekstów w jeden rok – uważam, że to świetny wynik. W kolejnym roku machniemy ich dwa tysiące.

I zupełnie nieironicznie, bez żadnego patosu, za to z energią powiewającego czarną banderą pierożka: Niech Żyje Anarchia!

Bo najlepszy pieróg, to wywrotowy pieróg.