Tytuł: WikiLeaks: Prawda, racja stanu, bezpieczeństwo
Osoba autorska: Maciej Milczanowski
Data: 2014
Źródło: http://www.athenaeum.umk.pl/numery/42.pdf
Notatki: Pierwotnie wydane w piśmie "Athenaeum. Polskie Studia Politologiczne" 42/2014. Autor jest związany z Wydziałem Administracji i Nauk Społecznych Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie.

Nowoczesne środki komunikacji, wykorzystujące sieć WWW, stają się istotnym narzędziem w walce społeczeństw o własne prawa. W dużej mierze dzięki możliwości wykorzystania Tweetera czy Facebooka możliwe było tak szybkie, jak i masowe mobilizowanie tłumów demonstrantów w czasie Arabskiej Wiosny w państwach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Istotne znaczenie ma też portal Youtube umożliwiający umieszczanie krótkich filmików, do których dostęp ma każdy posiadacz komputera przyłączonego do sieci WWW. W sieci pojawiła się też nowa zorganizowana forma aktywności na styku dziennikarstwa, polityki, a niektórzy uważają też że i cyberterroryzmu. Jest nią portal WikiLeaks i jego naśladowcy. Właśnie WikiLeaks pozostaje symbolem działalności mającej na celu ujawnianie tajnych informacji mających ogromne znaczenie dla międzynarodowej polityki. Funkcjonowanie tego portalu oraz sama osoba założyciela Juliana Assangea wzbudzają ogromne kontrowersje i dyskusje nad istotą ich działalności. Z drugiej strony większość świata nauki, a także nauczyciele akademiccy czy też politycy z każdego zakątka świata, nie tylko z uwagą śledzą kolejne doniesienia tego portalu, ale też stał się on powszechnie akceptowanym źródłem informacji. Stało się tak nie dlatego, że wszystkie wymienione środowiska akceptują tego rodzaju działalność, ale na wskutek rzetelności pracowników tego portalu, dzięki czemu nie podważono dotąd żadnej z podawanych przezeń informacji, a wszelkie zaprzeczenia polityków przedstawianych w WikiLeaks w sposób niekorzystny, brzmią niewiarygodnie.

Celem artykułu jest zestawienie i analiza argumentów, przedstawiających WikiLeaks jako inicjatywę, która przede wszystkim za naczelną zasadę stawia sobie dotarcie i upublicznienie prawdy niezależnie od kosztów (choć wykazując dbałość o niedoprowadzanie do zagrożenia osób opisywanych w ujawnianych dokumentach). Z drugiej strony analiza dotyczyć też będzie kwestii naruszania racji stanu poszczególnych państw przez ten portal i co to w istocie oznacza. Czym obecnie jest racja stanu? Ostatni aspekt dotyczyć będzie kwestii zasadniczej, na którą powołują się i zwolennicy i przeciwnicy WikiLeaks, a więc wpływu działalności tego portalu na bezpieczeństwo: obywateli, państw oraz międzynarodowe.

Autor argumentuje, że polityka oparta na podwójnym obiegu informacji: publicznym oraz tajnym, z których ten drugi w nieuzasadniony sposób się zbytnio rozszerza, nie ma nic wspólnego z racją stanu, a jest wykorzystywaniem stanowisk dla własnych celów lub korzyści dla swojej partii politycznej, grupy biznesowej czy innych grup rządzących lub lobbingowych, a w istocie nie przynosi korzyści ani państwu ani z pewnością społeczności międzynarodowej. Działania propagandowe mają wówczas wpłynąć na społeczeństwa tak, aby miały przekonanie, że działalność odbywa się w ich imieniu, a najlepiej, dla ich bezpieczeństwa. Właśnie wyważenie kwestii bezpieczeństwa oraz swobód obywatelskich nastręcza w świecie zachodnim sporo problemów, szczególnie po wydarzeniach z 11 września 2001 r. Oczywiście istnieje zakres informacji, które nie powinny trafić do powszechnej wiadomości, ale to raczej powinien być wyjątek – dobrze uzasadniony, a nie norma.

Obraz, jaki wyłania się z doniesień WikiLeaks, świadczy jednak o tym, iż informacje przekazywane społeczeństwom, bardzo często stoją w zupełnej sprzeczności z prawdziwymi działaniami rządzących. Taka sytuacja prowadzi do nieporozumień wewnątrz państw, jak i na arenie międzynarodowej, a także do kreowania wizji i doprowadzania do sytuacji w istocie niekorzystnych dla samych społeczeństw, choć przynoszących tymczasowy zysk samym rządzącym. Nie ma znaczenia niestety też to, że tak wypracowany zysk jest często dość iluzoryczny. Stanowisko autora jest wobec tego takie, że to jednak prawda jest tym, co może zapewnić pokój i stabilizację, a nie obrazy przedstawiane społeczeństwom, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wbrew pozorom nie jest to stanowisko utopijne, będące ideą bez praktycznych wartości. Nawet zgodnie z panującym w świecie zachodnim podejściem skrajnie pragmatycznym, wiara w prawdę ma także swój wymiar praktyczny. Zadaniem autora jest przedstawić argumenty świadczące o tym, że polityka oparta na prawdzie może dać lepsze rezultaty niż prowadzenie polityki nacisków i fałszywych oskarżeń, prowokacji i kłamstw prowadzących do wojen i innego rodzaju konfliktów.

Nowoczesne środki komunikacji i trudności w ich analizie

Nowoczesne środki komunikacji z pośrednictwem Internetu, w sposób niesłychany wpływają na współczesny świat, dając ogromne możliwości wymiany informacji, porównywania własnej sytuacji i sytuacji własnego państwa z tym, co dzieje się w zupełnie innych zakątkach świata oraz wymianę doświadczeń wynikających z zachodzących w poszczególnych państwach procesów. Bardzo trudne lub nawet niemożliwe (za wyjątkiem kilku ekstremalnych przypadków państw, takich jak Korea Północna) jest izolowanie społeczeństwa od tego, co dzieje się za granicami danego państwa. Portale internetowe są zalewane ogromną ilością informacji mających znaczenie rozrywkowe, jednak stają się też narzędziem w rękach aktywistów, polityków, czy także terrorystów. W cyberprzestrzeni prowadzone są cyberwojny, o których nie zawsze informowana jest opinia publiczna[1]. Internet nie w pełni i nie wszędzie może być kontrolowany przez różnego rodzaju służby państwowe. Staje się więc wylęgarnią ekstremizmów swobodnie propagowanych przez różnego rodzaju grupy anarchistyczne czy terrorystyczne. Jednak obok tego typu aktywności w sieci pojawiają się też ludzie pragnący wykorzystać tą technologię do „poprawiania świata”. Szum medialny, w którym ideały i propaganda, słuszne racje i oszczerstwa mieszają się nieustannie, ogromnie utrudnia weryfi kowanie informacji. Pojawiają się zatem próby usystematyzowania określeń klasyfi kujących różnego rodzaju aktywność w sieci związaną z naruszaniem dóbr osobistych czy praw fi rm i korporacji oraz instytucji rządowych i innych systemów działających w sieci www. Do obiegu wprowadzono więc pojęcia typu: cyberterrorysta, haker, cracker czy też haktywista[2]. Ujawniają się grupy młodych ludzi jak bardzo popularna – Anonymus, głoszących hasła znane z drugiej połowy XX w. o tym, że istniejący stan rzeczy się nie sprawdza i należy doprowadzić do zmian poprzez obalenie aktualnego systemu władzy w świecie zachodnim. W tym wypadku razi zbieżność haseł i brak propozycji na przyszłość (a więc co miałoby nastąpić po owym obaleniu systemu), z tym co w latach 60. i 70. głosiły grupy terrorystyczne typu Frakcja Czerwonej Armii w Niemczech czy Czerwone Brygady we Włoszech. Z drugiej jednak strony frustracja młodzieży, która mimo wysokiego poziomu wykształcenia pozostaje bez możliwości znalezienie pracy odpowiadającej kwalifi kacjom w połączeniu z doskonałą orientacją w tajnikach systemów komputerowych i samej sieci WWW daje im możliwość podejmowania działań, które realnie wpływają na politykę rządzących[3]. Na uwagę zasługuje akcja Occupy Wallstreet z 2011 r., która miała na celu pokazanie rządzącym, że będąc w mniejszości, decydują o losach milionów swoich obywateli wobec tego nie powinni zapominać, że są przedstawicielami narodu, reprezentantami a więc urzędnikami mającymi służyć społeczeństwu, a nie stawiać się ponad nie. W tym samym czasie w państwach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu trwały protesty przeciw rządzącym, co w kilku państwach zakończyło się obaleniem władzy i doprowadziło do wyborów, w których społeczeństwa (Tunezji i Egiptu) po raz pierwszy od dekad mogły wybierać nowych rządzących. W tych przypadkach szczególnie poważną rolę odegrały nowoczesne środki łączności z Tweeterem, Facebookiem czy Youtube na czele[4]. Siłę Internetu podkreślali Egipcjanie w wywiadach telewizyjnych, twierdząc że wyłączenie Internetu i telefonii komórkowej w czasie protestów pod koniec stycznia 2011 r., było oznaką słabości rządu Hosniego Mubaraka. Egipcjanie występujący w telewizji zupełnie nie byli przestraszeni faktem trudności komunikacyjnych w swoim kraju, lecz powodowało to w nich poczucie dumy. Był to pierwszy moment, gdy rzeczywiście poczuli swoją siłę[5]. Młodzi ludzie z uśmiechem na ustach opisywali, w jaki sposób omijali blokadę w przepływie informacji w Egipcie, ukazując że we współczesnym świecie tego typu akcje władz nie mają sensu.

Wśród wymienionych środków komunikacji internetowej pojawił się też portal WikiLeaks. Publikacje tego portalu wraz z rosnącym dostępem do informacji objętych klauzulami tajności, zaczęły odgrywać coraz większą rolę, zwiększając jednocześnie popularność Wilikeaks i samego Juliana Assangea. Warto zatem, oceniając obiektywnie cały przekrój sytuacji, w których komunikacja internetowa była ważnym narzędziem oraz ilość narzędzi i metod i kwestii ścigania przez amerykański wymiar sprawiedliwości Juliana Assangea

WikiLeaks: Prawda vs racja stanu

WikiLeaks publikuje jedynie dane gruntownie przebadane i potwierdzone. Są to informacje prezentujące prawdziwe informacje. Julian Assange nie jest urzędnikiem państwowym, którego obowiązywałaby tajemnica na danym stanowisku. Wobec tego powinna tu mieć zastosowanie pierwsza poprawka konstytucji amerykańskiej zapewniająca wolność wypowiedzi[6]. W istocie Assange nie jest nawet obywatelem USA – pochodzi z Australii.

Warto też zwrócić uwagę na potencjalnych adresatów większości informacji ujawnianych przez WikiLeaks. Te z nich, które dotyczyły metod realizacji misji NATO na Bliskim Wschodzie, stanowiły zaskoczenie dla świata zachodniego, ale nie dla mieszkańców regionu, którego dotyczyły te doniesienia. Społeczności Iraku, czy Afganistanu były w pełni świadome, czego mogą się spodziewać po żołnierzach koalicji – szczególnie US Army, i nie było to szerzenie demokracji czy praw człowieka[7].

WikiLeaks nie było jedynym źródłem informacji ujawniającym deprawację w sposobie prowadzenia polityki i wojny przez USA na Bliskim Wschodzie. Pojawiła się grupa dziennikarzy śledczych, takich jak Seymour Hersh czy Arwa Damon, którzy ujawniali wiele niewygodnych faktów dla administracji amerykańskiej. Potwierdzali oni tym samym wiarygodność WikiLeaks. Kwestia Iraku i tego jak wyglądała misja stabilizacyjna USA i sojuszników w tym kraju przysporzyła tak wiele krytyki władzom USA, że racja stanu nie mogła stanowić wystarczającej wymówki dla utajnienia prawdy. Skala wypaczeń była też tak wielka, że nie było możliwości wszystkiego ukryć, przyjęto więc inną taktykę, zgodnie z którą to tzw. „czarne owce” armii amerykańskiej, jakie są przecież w każdej społeczności, są odpowiedzialne za wszystkie nieprawidłowości. Przypadki te określano konsekwencjami wojny, niezamierzonymi, ale nieuniknionymi. Jednakże osoby mające wgląd w utajnione dokumenty nie pozostawiają wątpliwości, że materiały ujawnione z wojen w Iraku i Afganistanie stanowiły jedynie przysłowiowy wierzchołek góry lodowej, a nie wyjątek tego, co rzeczywiście w czasie tych „misji” się działo[8]. Niestety nie tylko sposób prowadzenia operacji militarnych zasługuje na zdecydowaną krytykę, ale też polityka amerykańska na Bliskim Wschodzie. Julian Assange wielokrotnie wypowiadał się na ten temat, podkreślając że wojny są wywoływane celowo, w tym celu stosuje się spreparowane dowody i nie mają nic wspólnego z demokracją czy prawami człowieka[9]. Dlatego właśnie WikiLeaks realizuje swoją misję, aby tego rodzaju polityka została ujawniona, napiętnowana i w przyszłości zmieniona. Według Assangea odpowiedzialni za świadome wprowadzanie w błąd opinii publicznej[10] skutkujące destrukcją struktur państwa (jak w Iraku) oraz setkami zabitych i rannych oraz milionami uchodźców powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Kwestię propagandy planowo podsycanej przez administrację USA doskonale przedstawił w wywiadzie telewizyjnym twórca filmu dokumentalnego prezentującego świadectwo o szeregu kłamstw prowadzących do wojny w Iraku – Norman Solomon[11]. O tym jak bardzo błędna była polityka USA w Iraku najlepiej świadczy sytuacja w tym państwie, którą niektórzy dziennikarze, tacy jak Th omas Friedman, określają, jako demokrację na wzór zachodni[12], a która w istocie jest bliższa państwu upadłemu[13]. Z jednej strony hipokryzja dziennikarzy piszących na zlecenie władz, a z drugiej dramat Iraku dowodzą tego, że nie tylko polityka USA była błędna, ale też że w niewielkim tylko stopniu lub zupełnie nie wyciągnięto z tych błędów wniosków. Zamiast tego pojawiają się próby dyskredytowania lub podważania wiarygodności WikiLeaks, a jeśli to niemożliwe władze składają wyrazy ubolewania lub przepraszają, za fakty ujawnione przez portal, a potem przystępują do ścigania źródła przecieków zamiast zająć się nieprawidłowościami[14]. Dlatego właśnie taki portal, jak WikiLeaks jest potrzebny. Żadna władza nie może być bezkarna, a rolą dziennikarzy jest merytoryczne krytykowanie władz, dzięki czemu społeczeństwo ma możliwość wyrobić sobie własną opinię i dać temu wyraz z wyborach. Utajnianie materiałów nie może służyć ukrywaniu prawdy, a jedynie chronieniu bezpieczeństwa osób, które mogą być narażone w wypadku ujawnienia danych dokumentów. Przeciekiem, który stał się symbolem działań żołnierzy amerykańskich w Iraku był film Collateral damage[15], pokazujący ostrzał z dwóch helikopterów Apache grupy Irakijczyków. Jak się później okazało, wśród zabitych było dwóch dziennikarzy Reutersa, a w samochodzie, który przybył by przetransportować rannych, znajdowało się dwoje dzieci. Samochód, co widać na filmie, został także ostrzelany, mimo że kierowca i pasażerowie wypełniali zadania ratunkowe. Amerykańscy żołnierze świetnie wiedzą, w jak dramatycznym stanie jest iracka służba zdrowia, więc musieli brać pod uwagę, że furgonetka pełni rolę karetki pogotowia.

Na filmie nagrana jest też sekwencja pytań i komunikatów między żołnierzami w śmigłowcach, a centrum operacyjnym nadzorującym akcję. Nie tylko działania żołnierzy są tu szokujące. Na uwagę zasługuje też swoboda, z jaką oficer z centrum operacyjnego wydaje pozwolenie na użycie broni, gdy w żadnym momencie nie ma świadectwa, że mają oni do czynienia z terrorystami. Nie może być wątpliwości, że takie akcje nie są wyjątkiem, ale rutyną „misji stabilizacyjnej” w Iraku. Potwierdzają to sami żołnierze – negatywni bohaterowie tego filmu – przepytywani w tej sprawie. Wyraźnie mówią oni, że tak właśnie działa armia USA[16]. Po tym doświadczeniu warto też odnotować ich reakcję na całe zdarzenie. W oświadczeniu wystosowanym do Irakijczyków, przepraszając za to co się wydarzyło, przedstawiają oni podstawową kwestię powodującą klęskę polityki USA na Bliskim Wschodzie: „Our heavy hearts still hold hope that we can restore inside our country the acknowledgment of your humanity, that we were taught to denny”[17]. („Nasze serca wciąż są pełne nadziei, że uda nam się w naszym kraju odtworzyć uznanie waszego człowieczeństwa, które nauczyliśmy się negować” [tłum. własne]). Właśnie dehumanizacja konfliktu – przeciwnika – wroga, jest przyczyną większości zbrodni wojennych.

Portal WikiLeaks odegrał ważną, a często także decydującą rolę w wielu procesach na całym świecie. Bardzo ważne były publikacje informacji o korupcji w kręgach rządzących w Tunezji[18] czy Egipcie[19], powiązaniach z administracją USA, która wbrew szumnym zapowiedziom o wprowadzaniu demokracji i szerzeniu praw człowieka wspomagała brutalne reżimy w imię utrzymania stref wpływów.

Wpływ działalności WikiLeaks na bezpieczeństwo

Twórcy WikiLeaks tak określają swoją misję: „Publishing improves transparency, and this transparency creates a better society for all people. Better scrutiny leads to reduced corruption and stronger democracies in all society’s institutions, including government, corporations and other organizations. A healthy, vibrant and inquisitive journalistic media plays a vital role in achieving these goals”[20]. Dostęp do informacji na temat najważniejszych inicjatyw rządowych jest fundamentalną zasadą demokracji. Jak inaczej społeczeństwo mogłoby wyrobić sobie opinię na temat urzędników państwowych, aby potem w wyborach podejmować zasadnicze decyzje[21]? Dlatego właśnie media określa się często jako czwartą władzę, uzupełniając tym samym tradycyjny trójpodział władzy w systemie demokratycznym. Jeśli trójpodział nie wystarcza, bo wszystkie trzy komponenty z zasady mające się kontrolować dokonują umowy w imię racji stanu, lub też dwa z nich z różnych powodów nie mają dostępu do informacji, który to dostęp jest monopolizowany przez jeden z nich[22], wtedy rolą tej właśnie czwartej władzy jest dążenie do poprawy sytuacji i ujawnienia prawdy. Dziennikarze jednak nie mają innych możliwości działania niż publikowanie. Skoro tak, to ich bronią może być tylko prawda. Oczywiście istnieje wiele mediów, niemających wiele wspólnego z przekazywaniem prawdy, co tym bardziej zmusza media pragnące ujawnić coś ważnego do posługiwania się tylko prawdą.

Z drugiej strony istniejący w demokracjach system ochrony informacji niejawnych zawiera szereg określeń klasyfi kujących ograniczenie w dostępie do informacji. W USA te kategorie dokumentów określone są jako: „poufne”, „tajne” lub „ściśle tajne”[23], choć w każdym kraju określenia te mogą się różnić to jednak istotny jest fakt samego istnienia gradacji dokumentów, do których dostęp ma jedynie ograniczona grupa osób. Zasada ograniczenia dostępu do części dokumentów i informacji jest podyktowana tym, że zawartość tych materiałów może powodować zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Zasady te wynikają z wielowiekowego doświadczenia, które dobitnie pokazuje, że nie wszystkie informacje mogą być jawne. Jednakże problem zachodzi wówczas, gdy nie jest zachowana zasada trafnie określona przez Marka Fenstera jako transparency’s balance. Zasada ta mówi o obowiązku objęcia tajemnica tylko niezbędnych dokumentów dopuszczając do wszystkich pozostałych opinię publiczną[24]. Racja stanu powinna być związana właśnie z zasadą transparency balance, a nie rozszerzaniem ograniczenia dostępu do informacji, które ukazują priorytety polityki czy to wewnętrznej czy międzynarodowej oraz służą ukrywaniu nadużyć czy wręcz nieprawidłowości[25]. Właśnie takich przypadków kwestia racji stanu nie może obejmować.

Zasadniczym oskarżeniem wobec WikiLeaks jest więc problem stworzenia zagrożenia dla USA i sojuszników wskutek ujawnienia tajnych dokumentów, co sugerują przedstawiciele administracji USA. Jednakże dotąd nie udowodniono w żaden sposób tego, że WikiLeaks rzeczywiście spowodowała jakiekolwiek zagrożenie, a wręcz przeciwnie sposób w jaki redaguje ujawniane dokumenty powoduje, że ryzyko jest minimalizowane tak bardzo jak to możliwe[26], nie mówiąc już o ukrywaniu źródeł informacji. Nawet w przypadku nagłaśnianych przecieków w spawie Afganistanu, oprócz wypowiedzi o krwi na rękach Assanga, nie tylko nie przedstawiono żadnych dowodów w sprawie poniesienia jakiejkolwiek szkody przez kogoś z obywateli USA lub ich sojuszników i współpracowników, ale też wypowiedzi przedstawicieli administracji USA są w tej kwestii sprzeczne. Sekretarz obrony USA oraz były szef CIA, Robert M. Gates wyjawił, że doniesienia WikiLeaks nie spowodowały żadnych poważnych konsekwencji[27]. Doniesienia medialne i wypowiedzi polityków świadczyły o tym, iż szukano dowodów na śmiertelne skutki działania WikiLeaks, ale nie udało się tego w żaden sposób dowieść[28]. Niemniej jednak niewystarczające zredagowanie dokumentów z Afganistanu należy uznać za błąd WikiLeaks[29]. W tym wypadku tłumaczenie wyższą koniecznością jest nie do przyjęcia. Błąd ten potwierdza „The Guardian” usprawiedliwiając się, że materiały publikowane w całości przez WikiLeaks, w brytyjskim medium zostały tak zredagowane, aby nie narazić na ryzyko żołnierzy i cywili uczestniczących w konfl ikcie afgańskim.

Z kolei według Mary-Rose Papandrea z istoty pierwszej poprawki do Konstytucji USA oraz kompetencji władz wykonawczych wynika, że to na nich spoczywa obowiązek udowodnienia winy każdej organizacji pozarządowej oskarżonej o ujawnianie tajnych informacji, działania powodującego poważne i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Dodatkowo ujawniający informacje musiałby świadomie narażać na zagrożenia bezpieczeństwo państwa, aby można go było pociągnąć do odpowiedzialności[30].

Inną kwestią jest oskarżanie Juliana Assanga o szpiegostwo w myśl ustawy Espionage Act[31]. W tym przypadku, zachodzi szczególne nieporozumienie ze względu na kwestię racji stanu. Przede wszystkim część analityków twierdzi, że ustawa ta jest nieadekwatna do współczesnych realiów i niezgodna z pierwszą poprawką do konstytucji amerykańskiej[32]. W tym kontekście istotne jest też to, że Assange nie wykradał danych ani nie przekazywał ich obcym państwom. Działał zgodnie z zasadami dziennikarstwa jedynie publikując dane.

Ujawnianie informacji może być oczywiście niebezpieczne i w skomplikowanym świecie może mieć także negatywne konsekwencje[33], jednak polityka oparta jedynie na zakulisowych działaniach, musi przynosić jeszcze gorsze skutki. Jest to szczególnie widoczne w przypadku wojny w Iraku. Bezpieczeństwo USA nie było zagrożone przez reżim Saddama Hussaina, Irakijczycy nie byli w większości szczęśliwi mając takiego dyktatora, ale też mieli stabilizację i możliwość prowadzenia normalnego życia. Po interwencji opartej na całej serii kłamstw administracji USA, wielu żołnierzy i pracowników cywilnych tego kraju poniosło śmierć, wielu jest też okaleczonych i rannych. Trudno obliczyć jak wielu poniosło psychiczne urazy (PTSD)34, przez co konsekwencje przechodzą na ich rodziny, bliskich. Dramat Iraku jest trudny do opisania i sami Amerykanie przedstawiają go w niezliczonych filmach czy to dokumentalnych, czy też fabularnych, a także w tysiącach publikacji. Ujawnienie przyczyn podjęcia decyzji o wojnie oraz sposobów jej prowadzenia jest obowiązkiem dziennikarzy.

Inna inicjatywa WikiLeaks budziła także duże kontrowersje, ale zupełnie inaczej została odebrana przez świat zachodni. Portal ten przyczynił się do wzniecenia buntu na Bliskim Wschodzie[35], jednakże ujawnione informacje na temat stopnia korupcji i deprawacji Prezydenta Tunezji Zine El Abidine Ben Alego, są odbierane w świecie zachodnim pozytywnie, bowiem ujawniono w ten sposób kłamstwa reżimu, pokazując jego prawdziwą twarz. Dokładnie te same argumenty: ujawnianie kłamstw władz innych państw i pokazywanie ich prawdziwej twarzy, jest dla wielu podstawą do ścigania Juliana Assanga, a nawet zabicia go, jak chce wielu amerykańskich konserwatystów.

Ważną kwestią jest też fakt, że tego co WikiLeaks zaczęło i tak nie da się już powstrzymać. Media przełamały barierę określaną przez rację stanu, i widząc większy pożytek w prawdzie, zaczęły przyłączać się do tego typu aktywności naśladując WikiLeaks. Najważniejszym przykładem jest tu znane na całym świecie medium, jakim jest AlJazeera. Jest to potężna organizacja, która tak jak WikiLeaks zachęca do przesyłania danych, które mają na celu: „continue breaking down barriers to transparency around the world and bring the light to those being forced to hide in the dark”[36]. Projekt Al Jazeera Transparency Unit (AJTU)[37] ma działać bardzo podobnie do WikiLeaks, a jego pierwszym wielkim przeciekiem były słynne Palestine Papers[38]. Dokumenty te zostały opublikowane równolegle z innym ważnym medium globalnym, jakim jest dziennik „The Guardian”[39]. „Guardian” już wcześniej współpracował z WikiLeaks wraz z amerykańskim „New York Times”, niemieckim „Spiegel”, a później francuskim „Le Monde”. Wielkie koncerny medialne, włączając się w działania WikiLeaks pokazują bezsens dalszego ścigania i ograniczania praw obywatelskich wobec Juliana Assanga. Banalne zarzuty, jakie wobec niemu wysunięto stanowią przykład hipokryzji rządzących.

Zakończenie

W rzeczy samej informacje udostępniane za pomocą WikiLeaks mogą poprawić politykę międzynarodową[40]. Ujawnienie prawdy o metodach realizacji działań zbrojnych i misji stabilizacyjnej w Iraku przez USA oraz polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie powoduje, że społeczeństwa zachodnie (w tym też amerykańskie) odwracają się od tego typu inicjatyw i coraz trudniej będzie rządzącym przekonać obywateli, że wojny są niezbędne dla utrzymania porządku na świecie. Assange mówił na wiecu w Londynie, że tak jak kłamstwa są przyczyną wojen, tak prawda może stać się źródłem ich zakończenia i pokoju. Można to przesłanie traktować, jako idealistyczne, lub cyniczne albo też naiwne, jednak zawarte w nim fundamentalne wartości moralne nie powinny być deprecjonowane, bowiem wbrew pragmatycznej polityce XXI w. właśnie tak należy budować relacje międzyludzkie – na partnerskiej i uczciwej współpracy.

[1] P. Stanisławski, E-wojna już trwa, „Przekrój”, 04.09.2008; L. Th ompson, U.S. Headed For Cyberwar Showdown With China In 2012, „Forbes”, 22.12.2011; B. Krekel, P. Adams, G. Bakos, Occupying the Information High Ground: Chinese Capabilities for Computer Network Operations and Cyber Espionage, „U.S.-China Economic and Security Review”, 07.03.2012; N. Hopkins, US and China engage in cyber war games, http://www.theguardian.com/technology/2012/apr/16/us-china-cyber-war-games, odczyt z dn. 16.04.2012.

[2] T. Jordan, Hakerstwo, Warszawa 2011, s. 17 – 32, 33 – 58, 60 – 80.

[3] Przykładem może być akcja Anonymus żądająca zablokowania ustawy o ACTA.

[4] T.R. Eddlem, WikiLeaks (With Facebook, Twitter, & Blogs) Kills Off Tunisian Tyranny, „The New American”, 07.02.2011; T. Benn, The flowers of the Arab spring grow from buds of free information, „New Statesman”, 11.04.2011.

[5] Inside Story – Egypt: The youth perspective, http://www.youtube.com/watch?v=HC8PJNCrhmM&feature=player_embedded, odczyt z dn. 22.04.2013.

[6] G.R. Stone, WikiLeaks and the First Amendment, „Federal Communications Law Journal” 2012, nr 64, s. 477 – 491; C.R. Sunstein, Government Control of Information, „California Law Review” 1986, nr 74, s. 889, 920 – 21.

[7] Opinię taką wyraża dziennikarka wojenna Arwa Damon z CNN w filmie dokumentalnym: Iraq: Abu Ghraib’s legacy, http://www.dailymotion.com, odczyt z dn. 10.05.2013. Arwa Damon przeprowadziła wiele wywiadów z Irakijczykami w czasie trwania misji stabilizacyjnej w tym kraju. Przedstawiana opinia jest więc poparta wnikliwą pracą dziennikarki w miejscu opisywanych zdarzeń.

[8] Z.M. Kowalewski, Kto odpowie za Irak? „Le Monde Diplomatique” 2010, nr 3, s. 49.

[9] Przykładem takiej wypowiedzi może być wystąpienie na Traff algar Square z 2011 r.: Julian Assange – Antiwar Mass Assembly 8 Oct 2011, http://www.youtube.com/watch?v=jwc_pua0hT8, odczyt z dn. 22.05.2013.

[10] N. Solomon, War Made Easy: How Presidents and Pundits Keep Spinning Us to Death, New Jersey 2005, s. 45 – 47. Słynne przemówienie na forum ONZ, na którym sekretarz stanu USA Collin Powel zaprezentował potwierdzone informacje o miejscach, w których znajdowała się broń masowego rażenia w Iraku. Informacje te nie mogły być dziełem błędu czy przypadku.

[11] N. Solomon, op.cit. s. 58 – 60; Decade Aft er Iraq WMD Speech at UN, Ex-Powell Aide Lawrence Wilkerson Debates Author Norman Solomon, http://www.democracynow.org/shows/2013/2/6, odczyt z dn. 12.05.2013.

[12] T.L. Friedman, Prey. Hope. Prepare, „New York Times”, 13.04.2011.

[13] Awra Damon w swoich reportarzach przedstawia obraz kraju rozdartego pomiędzy siły popełniające zbrodnie na mieszkańcach Iraku: milicję szyicką, oddziały sunnickie oraz terrorystów Al- -Kaidy: A nation in trauma – CNN’s woman in Baghdad discovers the real Iraq and sees grim portents for the future, http://www.dailymail.co.uk/news/article-1189688, odczyt z dn. 15.05.2013.

[14] M.A. Jr. Hasian, Watching the Domestication of the Wikileaks Helicopter Controversy, „Communication Quarterly” 2012, nr 60, s. 190 – 209.

[15] S. Lazare, R. Harvey, WikiLeaks in Baghdad: Soldiers involved in the „Collateral Murder” video have come forward to tell their story, „The Nation” 2010, nr 16, s. 24 – 27.

[16] „From our own experiences…we know that the acts depicted in this video are everyday occurrences” – tak w liście do Irakijczyków napisali weterani wojny. Ibidem, s. 26.

[17] Ibidem, s. 27.

[18] N. Tanriverdi, Tunus’ta Halk Ayaklanması: Nedenleri ve Etkileri, „ORSAM Ortadoğu Uzman Yardımcısı”, 26.03.2011.

[19] D.J. Pangburn, WikiLeaks: U.S. Government Behind Egypt Revolution?, http://www.deathandtaxesmag.com/50553/wikileaks-u-s-government-behind-egypt-revolution/, odczyt z dn. 25.05.2013.

[20] „Publikacje [przecieków] wzmacniają jawność, a jawność kształtuje lepsze społeczeństwo dla całej ludzkości. Lepsza kontrola [społeczna] prowadzi do zmniejszenia korupcji i silniejszej demokracji we wszystkich instytucjach, włączając w to rząd, przedsiębiorstwa i inne organizacje. Zdrowie, aktywne i dociekliwe media odgrywają istotną rolę w osiąganiu tych celów, [tłum. własne]”. About WikiLeaks, http://wikileaks.org/About.html, odczyt z dn. 29.06.2013.

[21] P.D. Bathory, W.C. McWilliams, Political Theory and the People’s Right To Know, [w:] Government Secrecy in Democracies, red. I. Galnoor, New York 1977, s. 3 – 8.

[22] Tak właśnie stało się w sytuacji, gdy kongres USA podejmował decyzję o wojnie w Iraku bez możliwości weryfi kacji informacji przekazywanych przez władze tego kraju w 2001 r. Taki sam obraz wyłania się z dyskusji autora książki War Made Easy: How Presidents and Pundits Keep Spinning Us to Death (New Jersey 2005) Solomona, z byłym szefem sztabu sekretarza stanu USA Colina Powela pułkownikiem Lawrencem Wilkersonem. Decade Aft er Iraq WMD Speech at UN, Ex-Powell Aide Lawrence Wilkerson Debates Author Norman Solomon, http://www.democracynow.org/2013/2/6/ decade_aft er_iraq_wmd_speech_at, odczyt z dn. 12.05.2013.

[23] The White House Offi ce of the Press Secretary, Executive Order 13526 – Classifi ed National Security Information, 29.19.2009, część 1, sekcja 1.2, punkty (a): (1)-(3).

[24] M. Fenster, Disclosure’s Eff ects: WikiLeaks and Transparency, „Iowa Law Review” 2012, nr 97.3, s. 753 – 807; A. Florini, Introduction: The Battle over Transparency, [w:] The Right to Know: Transparency for an Open World, red. A. Florini, New York 2007, s. 1 – 16.

[25] K. Kovarovic, When the Nation Springs a [Wiki]Leak: The „National Security” Attack on Free Speech, „Touro International Law Review” 2011, nr 14, s. 332.

[26] A. Mulrine, Wikileaks Iraq Documents not as Damaging as Pentagon Feared – Yet, „Christian Science Monitor”, 25.10.2010; K. Kovarovic, op.cit., s. 332 – 333.

[27] R. Mackey, U.S. Officials Reportedly Said WikiLeaks Revelations Were „Not Damaging”, „The New York Times”, 19.01.2011.

[28] K. Connolly, Has release of Wikileaks documents cost lives?, BBC News, 01.12.2010.

[29] A. Topping, Wikileaks condemned by White House over war documents, „The Guardian”, 26.07.2010.

[30] M.R. Papandrea, Lapdogs, Watchdogs, and Scapegoats: The Press and National Security Information, „Indiana Law Journal” 2008, nr 83, s. 233 – 306.

[31] United States Code, 2000 Edition, Title 18 – Crimes And Criminal Procedure 18 U.S.C. §§ 791 – 799 (2000).

[32] R.D. Epstein, Balancing National Security and Free-Speech Rights: Why Congress Should Revise the Espionage Act, „Commlaw Conspectus” 2006, nr 15, s. 483 – 516.

[33] M.R. Papandrea, op.cit., s. 305.

[35] S. Coll, Democratic Movements, „New Yorker”, 31.01.2011, s. 21 – 22.

[36] „Kontynuacja przełamywania przeszkód w jawności na całym świecie oraz rzucaniu światła na to co siłą było chowane w ciemnościach” [tłum. własne]. Al Jazeera Investigations, http://www.ajtransparency.com/en/, odczyt z dn. 05.07.2013.

[37] Ibidem.

[38] Al Jazeera Investigations, http://thepalestinepapers.com/Services/Search/default.aspx, odczyt z dn. 05.07.2013.

[39] Palestine papers: Browse the documents, „The Guardian” ,23.01.2011.

[40] B.J. Judis, A Defense of WikiLeaks: How It Could Actually Improve U.S. Foreign Policy, „New Republic”, 01.12.2010, http://www.tnr.com/article/politics/79526/in-defense-wikileaksiraq-iranchina-foreign-policy, odczyt z dn. 05.07.2013.