Tytuł: Socjalizm państwowy
Osoba autorska: Karol Kautsky
Data: 8 grudnia 1881
Źródło: http://www.1917.net.pl/node/23619
Notatki: Pierwotnie opublikowane w Der Sozialdemokrat nr 50. Komentarz 1917.net.pl: Poniżej publikujemy serię trzech artykułów Karola Kautsky'ego (1854-1938) opublikowanych w „Der Sozialdemokrat” na przełomie lat 1881-1882 pod pseudonimem „Symmarchos”. Teksty te rozprawiają się zarówno z atakami na marksizm zarówno z prawa („socjalizm państwowy” reprezentowany m.in. przez Lassalle'a, Rodbertusa i „socjalistów z katedry”), jak i z lewa (anarchizm). Trzeba jednak podkreślić pewną niekonsekwencję i mętność teoretyczną. O ile w pierwszym artykule Kautsky wyraźnie stwierdza, że państwo burżuazyjne nie może zbudować socjalizmu, to w artykule drugim stwierdza: „Zadaniem proletariatu jest nie zniszczyć, lecz zdobyć państwo.” Na tą niekonsekwencję, cechującą cały dorobek Kautsky'ego zwraca uwagę Lenin w „Państwie i rewolucji”: „Marks nauczał, że proletariat nie może po prostu zdobyć władzy państwowej w sensie przejścia w nowe ręce dawnego aparatu państwowego, lecz musi zdruzgotać, zburzyć ten aparat, zastąpić go przez nowy. Kautsky odchodzi od marksizmu do oportunistów, ponieważ znika u niego zupełnie to właśnie zburzenie machiny państwowej, będące absolutnie nie do przyjęcia dla oportunistów, co pozostawia im wybieg w postaci komentowania wyrażenia /em>zdobycie>> jako zwykłego uzyskania większości.” Jednocześnie w tym samym rozdziale Lenin chwali Kautsky'ego jako jednego z najwybitniejszych teoretyków i popularyzatorów marksizmu. Opublikowane poniżej artykuły, mimo wskazanej wady teoretycznej, potwierdzają tą ocenę.

Nie chcę tutaj mówić o tej mieszaninie niejasności i wyższego oszustwa, która w ostatnim czasie stała się tak szeroko odczuwalna w Niemczech; co do niej my, socjaldemokraci, rzeczywiście się zgadzamy.

Obok tego reakcyjnego feudalnego socjalizmu istnieje jednak także nowoczesny socjalizm, który w pełni spełnia wymagania nauk społecznych, oczekuje jednak ich realizacji od państwa, tak jak ten pierwszy.

Jak się ma rzecz z pomocą państwa?

Ci, którzy spodziewają się od państwa realizacji żądań socjalistycznych, wychodzą głównie z założenia: zadaniem państwa jest ochrona słabych przed silnymi. To zdanie opiera się na teorii umowy [społecznej], która uformowała się pod koniec XVI wieku, w minionym stuleciu zdominowała naukę i do dziś, a mianowicie w prawoznawstwie, odgrywa wielką rolę.

Ta teoria głosi: w stanie pierwotnym człowiek był izolowany; samotnie wędrował po lasach, szukając pożywienia. Gdy pojedyncze jednostki wpadały na siebie, silniejszy uciskał słabszego i trwała wojna wszystkich przeciwko wszystkim. Aby zakończyć tę wojnę, różne jednostki zawarły ze sobą umowę, w której zrzekły się części swojej wolności na rzecz władzy ustanowionej przez nich, tak że podtrzymuje ona stan pokoju wśród nich i uniemożliwia silnym uciskanie słabych. Nadużywanie tej przez lud danej władzy pociągnęło następnie za sobą zło obecnego społeczeństwa i obecnego systemu państwowego. Istnieją zatem tylko dwa czynniki w systemie państwowym, które mają decydujące znaczenie: rząd - czy to monarchiczny, czy republikański - i „lud”. Rząd musi dbać o cały „lud”, musi stać ponad partiami i klasami, aby chronić słabszą partię i słabszą klasę przed wyzyskiem silniejszych.

Taka jest teoria, która leży u podstaw republikańskiego socjalizmu Louis Blanca, monarchicznego socjalizmu Lorenza von Steina i Alberta Schäfflego.

Ta teoria jest bardzo piękna, ma tylko jeden problem: jest fałszywa. Wspólne życie ludzi nie opiera się na umowie, lecz tkwi w naturze ludzi. Społeczne życie człowieka opiera się na instynktach społecznych, które odziedziczył po małpich przodkach, i które działają tak silnie jak u jaskółki instynkt budowania gniazda lub wędrówki zimą na południe. Człowiek pochodzi od małp, które żyły w hordach, i o ile możemy prześledzić rozwój ludzi, znajdujemy ich żyjących w hordach.

Ale te pierwotne hordy nie są jeszcze państwem. Nie znajdujemy wśród nich rządu. Wpływ wodza jest bardzo słaby, jest uznawany tylko w takim stopniu, w jakim reprezentuje wolę całości. Często wśród ludów dzikich są wodzami tylko w wojnach.

Przedstawiciel teorii umowy sprzeciwi się temu: nawet jeśli pierwotny człowiek nie zawarł umowy dla utworzenia państwa, być może zostało to dokonane przez pojedyncze plemiona.

Takie umowy, amfiktionie lub konfederacje odnajdujemy już bardzo wcześnie. Osiągnęli je nawet Indianie Ameryki Północnej. Irokezi utworzyli konfederację pięciu, później sześciu narodów, Mohawk, Onondaga, Oneida, Cayuga, Seneka, a od 1712 roku Tuscarora. Ale także ta konfederacja nie utworzyła jeszcze państwa, ponieważ każdy naród członkowski zachował całkowitą niezależność w swoich sprawach. Spotkanie ligi z pewnością mogło podejmować decyzje, ale tylko jednomyślnie.

O władzy, która pod nakazem całości mogła wywierać przymus na pojedynczych [narodach], nie było tam żadnej mowy. Administracja ligi była więc jeszcze słabsza niż pojedynczego plemienia.

Pierwszym państwem, które napotykamy, jest państwo egipskie. Przyjrzyjmy się bliżej tej strukturze. Znajdujemy tu na pewno rząd - ale jak się rzecz ma z „ludem”? „Lud” składają się z rządzącej i rządzonej rasy i klasy. Tylko w stosunku do rządzonej klasy rząd ma władzę. Wobec klasy rządzącej brakuje mu jej całkowicie. Grekom klasa rządząca Egiptu jawiła się jako klasa kapłanów - zboczylibyśmy zbyt daleko, wyjaśniając, jakie okoliczności skłoniły ich do tego poglądu - i dlatego powiadali: egipscy sułtani rządzą Egiptem, kapłani jednak rządzą sułtanem. Rząd jest tylko narzędziem klasy rządzącej, dla klasy rządzącej rząd jest jedynie administracją.

Rząd nie unosi się więc nad „ludem” w powietrzu, niczym duch boga ponad wodami, ma pod sobą bardzo solidny punkt oparcia: klasę rządzącą. Bez antagonizmu między klasą rządzącą a rządzoną nie ma rządu, a więc także żadnego państwa.

Możemy to prześledzić od pierwszego państwa, które znamy, egipskiego, aż do czasów współczesnych. Niezależnie od tego, czy to właściciele ziemscy, czy lumpenproletariat mają w swoich rękach rząd, najemnicy, pretorianie, mamelucy, janczarzy czy klechy, szlachta czy burżuazja, zawsze jest to klasa, która panuje, klasa, która nawet gdyby się wywyższyła, wciąż ma klasę pod sobą.

Różne podboje w starożytności nawarstwiały na siebie różne plemiona i kasty, podobnie jak rozwój techniczny w czasach współczesnych nawarstwił różne klasy. Niezależnie od tego, jak bardzo te klasy i rasy się ze sobą sprzeczały, bez względu na to, czy lumpenproletariusze, czy sojusznicy italscy czy prowincje powstawały przeciwko rzymskim optymatom, trwałość państwa pozostawała nienaruszona, o ile pod nimi wszystkimi ogromna masa niewolników pozostawała spokojna. Jednak gdy tylko niewolnicy powstawali, zagrożona była trwałość państwa.

I tak też jest w dzisiejszych czasach. Niech klechy i szlachta, wielki i drobny kapitał spierają się między sobą, trwanie państwa jest niewzruszone, o ile proletariat nie podnosi swojego wezwania do równości. Zrównanie proletariatu z innymi klasami, a ściślej zniesienie panowania klasowego, jest główną cechą socjalizmu, zawiera jednak w sobie negację państwa.

Oczekiwanie od państwa, że zrealizuje to zrównanie, oznacza oczekiwanie od niego dobrowolnego samobójstwa. Oczekiwać od rządu klas posiadających, że wyciągnie swą potężną dłoń, aby pomóc dążeniom proletariatu do zwycięstwa, znaczy oczekiwać od niego niemożliwego. Władza rządu sięga jedynie tak daleko, jak pozwalają na to interesy klas rządzących. Dzięki sprytnej przepychance pomiędzy pojedynczymi częściami klas rządzących może on uzyskać pewną niezależną od nich władzę, gdy te klasy są zbyt zepsute i pobite, aby utrzymać swoją niezależność: ta niezależna władza dezintegruje się jednak wobec zjednoczonego ataku klas rządzących z chwilą, kiedy chce ona pomóc wspólnej podstawie, najniższej klasie.

Socjalizm państwowy to socjalizm realizowany przez państwo i dla państwa.

To socjalizm realizowany przez rząd i dla rządu.

Jest to tym samym socjalizm realizowany przez klasy rządzące i dla klas rządzących.

Zniesienie państw wydaje się zatem koniecznym warunkiem emancypacji proletariatu.

O tym, czy i w jakim stopniu jest to prawdą, w następnym artykule.