Koncepcja dwuwładzy jest dość stara, gdyż sięga korzeniami rewolucji lutowej. Kojarzona jest raczej z Leninem i Trockim (rewolucja permanentna) aniżeli nowoczesnymi ruchami wolnościowymi, jednakże znacznie bardziej współczesne jej przykłady można znaleźć w Rożawie[1]. Czy system, który sprawdził się tam może być jakimkolwiek przykładem dla polskiego ruchu wolnościowego? Osoby anarchistyczne mogą niechętnie podchodzić do tej koncepcji ze względu na jej samą nazwę, która zawiera znienawidzoną przez anarchistów władzę. Jednak we wspomnianej Rożawie koncepcja ta była wykorzystywana bardziej w znaczeniu samorządności aniżeli władzy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, co skłoniło mnie ku przekonaniu że koncepcja ta wymaga dokładniejszego przyjrzenia się. Pomijając już sam fakt, że bardziej ogólny model polityczny Rożawy czyli konfederalizm demokratyczny został stworzony przez Abdullaha Öcalana – a ten z kolei inspirował się pracami m.in. Murraya Bookchina czy Michaiła Bakunina[1].

Ale na początek wróćmy do Polski dnia dzisiejszego – wypełnionej protestami Strajku Kobiet. Za wcześnie jeszcze aby analizować jego skutki, natomiast można wywnioskować już teraz, że brakuje mu politycznej reprezentacji, a próby rozszerzania Stajku na pozostałe grupy społeczne idą opornie. W jednym z poprzednich tekstów opisałam możliwości reformy strajku tak, aby opierał się mocniej na samorządności [2]. Co więcej, podjęłam się inicjatywy wewnątrz rady konsultacyjnej OSK tak aby reformy te przeprowadzić. Napotkałam na kilka istotnych przeszkód. Pierwszą okazała się być nieformalna hierarchia panująca wewnątrz OSK. Z nieformalną hierarchią dużo trudniej walczyć niż z formalną, choćby dlatego że oficjalnie nie istnieje – ciężko walczy się z czymś, co de facto nie istnieje. Drugą przeszkodą była sama struktura rady, która wybrana w sposób mało (o ile w ogóle) transparentny, nie stroniła od osób które nasi przeciwnicy określiliby jako “neoliberalne wielkomiejskie elity”. Osoby radykalne nie mają tam zbyt dużej siły przebicia.

Po słowach Marty Lempart wypowiedzianych pod adresem jednej z najbardziej lubianych polityczek Lewicy [3], mało kto chyba liczy na jakiś większy sojusz Lewicy z OSK. A to może okazać się sporym problemem w dłuższej perspektywie. Do czasu zmian legislacyjnych Polska pozostanie piekłem kobiet (i nie tylko) – a na to nie można liczyć dopóki PiS będzie rządził. Ale zaraz… czemu anarchistów mają w ogóle obchodzić partie polityczne? No cóż, dochodzimy tutaj do odwiecznego dylematu. Zgodnie z duchem anarchizmu jedynym wyjściem jest niechodzenie na wybory. Nie można dawać legitymizacji systemowi poprzez partycypowanie w nim. Chcesz aborcji? Możesz zrobić ją za granicą albo na własną rękę, dzięki działaniu organizacji i kolektywów ratujących kobiety. Chcesz godnie zarabiać? Wyemigruj. Chcesz przetrwać jako osoba LGBT? Szukaj szczęścia za granicą.

Sama będąc osobą niecishetero oraz pochodzącą z niespecjalnie zamożnej rodziny po latach zaczynam coraz mocniej dostrzegać paradoks powyższych rad. Paradoks polega na tym, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na ich realizację. Nie wszyscy mogą wyemigrować. Nie wszyscy mogą znaleźć informacje dotyczące aborcji na własną rękę. Możliwość emigracji to przywilej. Dostęp do informacji to przywilej. A niech to, nawet sama możliwość demonstrowania to pewnego rodzaju przywilej. Niektóre osoby demonstrując publicznie mają więcej do stracenia niż inne – zwłaszcza teraz, kiedy spisywanie wszystkich jak leci jest na porządku dziennym.

Wiem, że tymi stwierdzeniami prawdopodobnie sprowadzę na siebie niechęć wielu anarchistów ale z mojej perspektywy po prostu tak to wygląda. I rolą ruchu anarchistycznego jest znalezienie odpowiedzi na te paradoksy, które nie będą sprowadzały się do porad z których mogą skorzystać wyłącznie osoby posiadające pewien przywilej. Rolą ruchu anarchistycznego powinno być także wyjście z byciem narzędziem do tworzenia karier politycznych przez osoby, które nasz ruch traktują instrumentalnie. Sama uważając się za część ruchu, podejmuje próby znalezienia tych odpowiedzi.

Spójrzmy prawdzie w oczy: nie da się budować szerszego ruchu od góry do dołu. Nie da się go budować bez dania ludziom poczucia sprawczości. Wróćmy tutaj do koncepcji dwuwładzy. Myślę, że odpowiednie umieszczenie tej koncepcji w polskich warunkach może odbyć się z korzyścią dla ruchu anarchistycznego. Na poziomie gmin uczyłby on ludzi oddolnej organizacji niehierarchicznej i konsensusu – czegoś, czego niezwykle w tym momencie brakuje. Z pozycji wielkomiejskich elit nie da się inicjować rewolucji, rewolucja musi zostać zainicjowana tam gdzie elit nie ma. A jeśli gdzieś elity są, trzeba równolegle do nich tworzyć oddolne, niehierarchiczne struktury. Struktury te mogą się rozrastać wtedy, gdy panuje powszechne społeczne niezadowolenie – ten warunek mamy spełniony. Niespełniony pozostaje warunek sprawczości – dlatego dwuwładza powinna mieć swoje odbicie w parlamencie. Nie w formie oderwanych od ludzi elit, ale przedstawicieli demokracji rad.

To, co w Rożawie miało zabezpieczyć przed przekształceniem autonomii w państwo, w polskich warunkach może umożliwić przejście z neoliberalnego państwa podległego zepsutemu zachodowi [4] w kierunku bardziej autonomicznym. Autonomiczności trzeba się nauczyć, najlepiej w praktyce. Nie da się jej osiągnąć poprzez bezmyślne podążanie za przywódcami – takiej czy innej opcji. I takie przesłanie do ruchu anarchistycznego chciałabym zawrzeć na koniec tego krótkiego wywodu.

[1] Cezary Błaszczyk, “Federalizacja jako środek do rozwiązania konfliktów na Bliskim Wschodzie. Przypadek Demokratycznej Federacji Północnej Syrii”, 2019

[1] Cezary Błaszczyk, “Federalizacja jako środek do rozwiązania konfliktów na Bliskim Wschodzie. Przypadek Demokratycznej Federacji Północnej Syrii”, 2019

[2] Helena de Cleyre, “Ogólnopolski Strajk Rewolucyjny – przyszłość OSK?”, 2020 https://szkice.noblogs.org/ogolnopolski-strajk-rewolucyjny-przyszlosc-osk/

[3] https://wpolityce.pl/polityka/534115-awantura-na-lewicy-w-tle-lempart-kuro-klamstwo

[4] Helena de Cleyre, “Zepsucie zachodu i populizm”, 2021 https://szkice.noblogs.org/zepsucie-zachodu-i-populizm/