„Niezależnie od tego, jak dziwnie to brzmi, należy zawsze stawać w obronie silnych przeciwko słabym; szczęśliwych – przeciwko tym, którzy się nie udali; zdrowych – przeciwko osobnikom zwyrodniałym i dziedzicznie obciążonym.”[1]

F. Nietzsche

Fałszerze i truciciele myśli w swoich staraniach zatarcia granicy między prawdą a kłamstwem, znaleźli cennego sojusznika, jakim jest konserwatywny język. Koncepcje i słowa, które dawno temu straciły swoje pierwotne znaczenie, nieprzerwanie od stuleci panują nad ludzkością. Prawda ta dotyczy zwłaszcza koncepcji, które stały się czymś codziennym i powszechnym, które od wczesnego dzieciństwa były wpajane naszym istnieniom, jako wielkie i niepodważalne oczywistości. Przeciętne umysły łatwo zadowalają się tym, co odziedziczone i nabyte, lub wpojone z pomocą władzy rodziców i nauczycieli, gdyż o wiele łatwiej jest naśladować niż tworzyć.

Nasza epoka wydala na świat dwóch intelektualnych gigantów, którzy zobowiązali się do przewartościowania martwych społecznych i moralnych wzorców przeszłości, zwłaszcza tych zawartych w chrześcijaństwie. Friedrich Nietzsche i Max Stirner podnieśli rękawice rzuconą przez chrześcijaństwo, ponieważ widzieli w nim zgubną moralność niewolnika, zaprzeczenie życia, burzyciela wszelkich elementów, które decydują o sile i charakterze. Prawda, Nietzsche przeciwstawiał moralności niewolnika nierozerwalnie związanej z chrześcijaństwem, moralność pana zarezerwowaną dla nielicznych. Atoli ośmielę się zasugerować, że jego idea pana, nie miała absolutnie nic wspólnego z wulgarnymi konceptami pozycji, kasty czy bogactwa. Dużo bardziej prawdopodobne, że miał na myśli świetność drzemiącą w ludzkich możliwościach, świetność istoty ludzkiej, która potrafiła by przezwyciężyć zmurszałe tradycje i wyświechtane wartości, tak by w konsekwencji nauczyła się jak zostać stwórcą nowych wspaniałych rzeczy.

Nietzsche oraz Stirner widzieli w chrześcijaństwie równie pochylą ludzkości, narzędzie do łamania człowieczej woli. Widzieli oni w każdym ruchu zbudowanym na chrześcijańskiej moralności i etyce, próby nie emancypacji od niewolnictwa, a jego utrwalenia. Stąd też ze wszystkich sil stawili mu opór.

Niezależnie od tego czy zgadzam się, czy też się nie zgadzam całkowicie z tymi ikonoklastami, wierze, podobnie jak oni, że chrześcijaństwo doskonale przystosowało się do szkolenia niewolników, do utrwalania niewolniczego społeczeństwa; w skrócie, do większości warunków, którym dziś musimy stawić czoło. W rzeczy samej, społeczeństwo nie mogło by zdegenerować się do jego obecnej zatrważającej formy, gdyby nie asysta chrześcijaństwa. Władcy ziemi od dawien dawna wiedzą jak wielki potencjał trucizny kryje w sobie religia chrześcijańska. Oto powód dla którego je wspierają; to dlatego dołożyli wszelkich starań by przepoić nią ludzi od stóp do głów. Zbyt dobrze zdają sobie oni sprawę, że subtelność chrześcijańskiego nauczania jest dużo bardziej skuteczniejszym zabezpieczeniem przed rewoltą i niezadowoleniem, niż pałka czy pistolet.

Bez wątpienia znajdą się i tacy, którzy powiedzą mi, że mimo tego, iż religia jest trucizną, a zinstytucjonalizowane chrześcijaństwo pozostaje największym wrogiem postępu i wolności, to jednak zawiera ona w sobie i pewne dobre aspekty. Co do nauki Chrystusa i wczesnego chrześcijaństwa, może się zdarzyć, że ktoś zapyta; czy nie stoi ono przecież na straży ducha ludzkości, jego prawa i sprawiedliwości ? Jest to najczęściej odtwarzany argument, które skłonił mnie do podjęcia tego tematu, który zarazem umożliwia mi wykazanie, że nadużycia chrześcijaństwa, tak jak nadużycia władzy, są uwarunkowane same przez się i nie mogą być zrzucone na przedstawicieli tego wyznania. Chrystus i jego nauka to uosobienie uległości, bierności, zaprzeczenia życia; stąd jest odpowiedzialny za to co zostało dokonane w jego imieniu.

Nie jestem zainteresowana teologicznym Chrystusem. Znakomite umysły takie jak Bauer, Strauss, Renan, Thomas Paine i inni obalili ten mit dawno temu. Jestem nawet gotowa przyznać, że teologiczny Chrystus nie jest nawet w połowie tak niebezpieczny jak etyczny i społeczny Chrystus. W miarę jak nauka zajmuje miejsce ślepej wiary, teologia traci swój grunt. Aczkolwiek etyczny i poetycki mit Chrystusa tak gruntownie przesycił nasze życie, że nawet niektóre z najbardziej zaawansowanych umysłów, nie potrafią uwolnić się z jego jarzma. Pozbyli się oni samej litery, ale zachowali jej ducha; dalej jest to ten sam duch który nawiedza nas zbrodniami i okropieństwem dokonanymi na rzecz ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Ojcowie kościoła mogą sobie pozwolić na głoszenie ewangelii Chrystusa. Nie stanowi ona żadnego zagrożenia dla reżimu autorytetu i bogactwa; oznacza natomiast samozaparcie i samo-wyrzeczenie, pokutę i żal, wreszcie jest absolutnie obojętna wobec wszelakiej niegodziwości, każdego oburzenia widocznego wśród ludzkości.

Stąd muszę powrócić do fałszerzy idei i słów. Tak wielu niezłomnych przeciwników niewolnictwa i niesprawiedliwości , w nadzwyczaj niepokojący sposób myli nauki Chrystusa z wielką walką o społeczne i ekonomiczne wyzwolenie. Podczas gdy stoją one względem siebie w wiecznym i nieodwołalnym kontraście. Jedna wymaga odwagi, przekory i siły. Druga głosi ewangelię uległości, niewolniczego przyzwolenia na wole innych; jest całkowitym zlekceważeniem charakteru i samodzielności, tym samym unicestwieniem wolności i dobrobytu.

Kto szczerze dąży do radykalnej transformacji społeczeństwa, kto usiłuje uwolnić je od utrapień zależności i nędzy, musi odwrócić się plecami od chrześcijaństwa, zarówno jego pierwotnej jak i dotychczasowej formy. Wzdłuż i wszerz, jak okiem sięgnąć, już u zarania swojej koncepcji, chrześcijaństwo miało na celu przeobrażenie ziemi w padół łez; każdorazowo czyniło z życia słaby, schorowany obiekt, od zawsze krzewiło w człowieku strach, obarczając go dychotomią, gdzie życiowa energia oddaje się niekończącej walce ciała z duszą. W potępieniu ciała jako czegoś złego, jako tego które wodzi na pokuszenie, człowiek okaleczył swój byt w daremnych próbach zachowania czystej duszy, podczas gdy ciało gniło od zadanych mu tortur i ran.

Religia i moralność chrześcijańska opiewa chwałę zaświatów, w związku z czym pozostaje obojętna na okropieństwa doczesnego życia. W rzeczy samej, idea wyrzeczenia się samego siebie, chwaląca wszystko, co wywołuje u człowieka ból i smutek, stanowi tu sprawdzian ludzkiej wartości, czyniąc z tych doświadczeń przepustkę do raju. Biedni mają zawiadywać rajem, podczas gdy bogaci pójdą do piekła. Może to wzmacniać desperackie wysiłki bogatych do kucia żelaza póki gorące, do zużytkowania tego ziemskiego życia, na ile się da: do tego by pławić się w bogactwie i zbytku, by zacieśniać łańcuchy okalające tych błogosławionych niewolników, by ograbić ich z ich przyrodzonych praw, by poniżać i gorszyć o każdej godzinie dnia. Kto może winić bogatych, wiedząc, jak mszczą się na biednych, dlatego, że teraz jest ich czas, i sam miłosierny, chrześcijański Bóg wie doskonale, jak umiejętnie i gruntownie bogaci tego dokonują.

A biedni ? Uczepili się tej obietnicy chrześcijańskiego nieba, jak jakiegoś domu spokojnej starości, sanatorium dla okaleczonych ciał i słabych umysłów. Znoszą i godzą się, cierpią i oczekują , dopóki ostatnie resztki szacunku dla samych siebie nie zostaną wybite im z głów, póty ich ciała nie uwiędną i struchleją, a duch zostanie złamany w niekończącym się oczekiwaniu na chrześcijański raj. Chrystus przybył jako przewodnik ludu, odkupiciel Żydów spod rzymskiego panowania; ale już od samego początku swojej działalności, dowiódł, że nie interesuje go ziemskie życie. W świetle palących potrzeb biednych i wydziedziczonych swojego okresu, to co im zaproponował, było niczym więcej jak sentymentalnym mistycyzmem, niejasną i pomyloną ideą, której brakowało oryginalności i iskry. Kiedy, jak napisano w ewangelii, Żydzi odwrócili się od Jezusa, przybijając go do krzyża, mogło być to spowodowane gorzkim rozczarowaniem jego osobą, która obiecała im tak dużo, a dała tak mało. Obiecał radość i szczęście w innym świecie, podczas gdy na jego oczach ludzie umierali z głodu.

Mogło być to również skutkiem sympatii, jaką Rzymianie darzyli Jezusa, a w szczególności Piłat, uznając go za całkowicie nieszkodliwego w stosunku do ich potęgi. Piłat filozof mógł oszacować „wieczne prawdy” Chrystusa jako zbyt anemiczne i martwe, zestawiając je z siłami, które próbował zwalczać. Rzymianie, równie potężni co bezlitośni, musieli mieć nie lada ubaw, widząc człowieka, który głosił pokutę i cierpliwość, zamiast wzywać lud do broni przeciw swoim prześladowcom. Tymczasem publiczna kariera Chrystusa zaczyna się edyktem, „nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie”.

Po co kajać się, czego żałować w świetle czegoś, co miało w swoim zamyśle przynieść wyzwolenie ? Czy ludzie nie dosyć trwali w cierpieniu; czy ich dotychczasowe cierpienie nie uprawniało ich już w wystarczającym stopniu do wyzwolenia ? Weźmy na ten przykład kazanie na górze. Czym ono jest, jeśli nie mową pochwalną na rzecz kapitulacji wobec losu, nieuchronności rzeczy ?

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”

Niebo musi być zatem okropnie nudnym miejscem, jeśli rezydują tam ubodzy duchem. Jak cokolwiek kreatywnego, cokolwiek żywego, użytecznego i pięknego może wyjść od ubogich na duchu ? Idea ofiarowana w Kazaniu na górze jest najpoważniejszym oskarżeniem przeciw naukom Chrystusa, ponieważ dostrzega ona w ubóstwie umysłu i ciała cnotę i dlatego, że cnotę te chce zachować poprzez nagrodę i kare. Każda inteligentna istota jest świadoma, że naszym najgorszym przekleństwem jest ubóstwo ducha; że jest ono przyczyną zła i nieszczęścia, całej niesprawiedliwości i zbrodni na świecie. Każdy wie o tym , że po ubogich duchem nie można oczekiwać niczego dobrego; na pewno nie wolności, sprawiedliwości i równości.

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”

Co za absurdalne przeświadczenie! Cóż za zachęta dla niewolnictwa, bierności i pasożytnictwa! Poza tym, to nie prawda, że ci siedzący cicho mogą cokolwiek odziedziczyć. Właśnie dlatego, ziemia została im skradziona, gdyż siedzieli cicho. Milczenie jest biczem, którego kapitalizm i rządy używają by wymusić od człowieka posłuszeństwo, jego niewolnicze położenie. Najbardziej oddani słudzy państwa, kapitału czy specjalnych przywilejów, nie potrafiliby wymyślić bardziej poręcznej ewangelii, niż to zrobił Chrystus „odkupiciel” ludzi.

„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”

Ale czy to nie Chrystus wykluczył możliwość sprawiedliwości, kiedy rzekł „Ubogich zawsze mieć będziecie” ? Ale przecież Chrystus świetnie władał gramatyką, niezależnie od tego czy jego wywody były ze sobą całkowicie sprzeczne. Nigdzie, aż tak dobitnie tego nie wykazał kiedy polecił „Oddajcie cezarowi to co należy do cezara a bogu to co należy do boga”

Interpretatorzy twierdzą, że Chrystus musiał iść na te ustępstwa wobec władz. Jeśli to prawda, to ten pojedynczy kompromis był wystarczający, by uprawomocnić już tego samego dnia, najbardziej bezwzględną broń w rękach oprawców, straszliwą chłostę i bezlitosnego poborcę podatkowego przeciwko ubogim, zniewolonym i upodlonym ludziom, dla których Chrystus rzekomo umarł. A kiedy jesteśmy zapewniani, że „Błogosławieni którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”, czy powiedziano nam jak do tego dojdzie? W jaki sposób? Chrystus nigdy nie zaprzątał sobie tym głowy. Sprawiedliwość nie spadnie z nieba, tylko dlatego, że Chrystus tak chciał. Sprawiedliwość wyrasta z wolności, społecznych i ekonomicznych szans oraz równości. Wszak, jak pokorni i ubodzy na duchu, kiedykolwiek będą mogli ustanowić ten stan rzeczy ?

„Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.”

Nagroda w niebie jest wieczystą przynętą, przynętą, która złapała człowieka na stalowy hak , gorsetem, który nie pozwala mu wzrastać i rozwijać się. Wszyscy pionierzy prawdy byli i nadal są piętnowani; byli i wciąż są prześladowani. Ale czy każą oni ludzkości, by płaciła tak wygórowaną cenę, o jakiej mówi Chrystus ? Czy starają się przekupić ludzkość, aby zaakceptowała ich idee ? Wiedzą oni dobrze, że kto przystaje na czyjąś prawdę z powodu łapówki, wkrótce wymieni ją na prawdę, tego, który zaoferuje więcej. Dobro i zło, kara i nagroda, grzech i pokuta, niebo i piekło, jako duchowy motor chrystusowej ewangelii stanowiły przeszkodę w funkcjonowaniu świata. Obejmują wszystko, co wiąże się z kwestią nakazów i dyrektyw, ale brakuje jej najważniejszych rzeczy, tych których potrzeba nam najbardziej.

Pracownik, który zna przyczynę swoich udręk, który zdaje sobie sprawę z ułudy naszego nikczemnego systemu społeczno-przemysłowego, może zdziałać więcej dla siebie i ludzi swojej klasy, aniżeli Chrystus i jego wyznawcy kiedykolwiek uczynili dla ludzkości; z pewnością więcej niż uległa cierpliwość, ignorancja i rezygnacja dotychczas dokonały. O ile bardziej uszlachetniający, o ile więcej korzystny jest skrajny indywidualizm Stirnera i Nietzschego niż chorobliwa atmosfera chrześcijańskiej wiary. Jeśli odrzucali oni altruizm jako zło, to oceniali go przez pryzmat chrześcijaństwa, które przewidując nagrody za pasożytnictwo i bierność,umocniło większość społecznych chorób, w swoim oczekiwaniu, że zostaną one uleczone kazaniami o miłości i współczuciu.

Dumne i niezależne charaktery preferują nienawiść wobec tego rodzaju odrażającej i sztucznej miłość.Żadna nagroda nie skłoni wolnego ducha do opowiedzenia się przeciwko wielkiej prawdzie, tak jak żadna groźba kary nigdy go od tego nie odstraszy.

„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”

Otóż to. Chrystus był reformatorem, zawsze gotowym łatać, uskuteczniać i iść w ślad starego porządku rzeczy; nigdy zaś niszczyć i odbudowywać. Jest to ewidentnie przyczyna, która przysparza mu tylu przychylnych uczuć ze strony coraz to nowych rzesz reformatorów. W istocie, cała historia państwa, kapitalizmu i kościoła dowodzi, że ich ugruntowanie wspiera się na idei „Przychodzę nie po to, żeby zniszczyć prawo” To klucz dla posłuchu i ucisku. Naturalnie, nie po to przecież Chrystus chwalił ubóstwo; czy to nie on propagował nie przeciwstawianie się złu ? Dlaczego by więc ubóstwo i zło miałoby dalej nie rządzić światem?
Tak bardzo jak jestem przeciwniczką każdej religii, tak dalece jak rozpatruję je w kategoriach brzemienia i zbrodni przeciw rozsądkowi i postępowi, tak również uważam, że żadna religia nie wyrządziła takiej szkody czy przysłużyła się tak bardzo zniewoleniu człowieka, jak religia Chrystusa.

Świadek Chrystus przed swoimi oskarżycielami. Co za brak godności, jakiż brak wiary w samego siebie i swoje idee! Ten „Zbawiciel ludzi” był tak słaby i bezradny, że potrzebował całego gatunku ludzkiego, by ten pokutował za niego przez całą wieczność, dlatego, że „on umarł dla nas” Odkupienie poprzez krzyż jest gorsze niż potępienie, z powodu straszliwego ciężaru, którym obarcza człowieka, ze względu na wpływ jaki wywiera na ludzką dusze, dławiąc i krępując ją z pomocą faktu tej rangi co śmierć Chrystusa.

Tysiące męczenników zginęło, acz niewielu, jeśli w ogóle, którykolwiek z nich okazał się tak bezradny jak chrześcijański Bóg. Tysiące z nich odeszło z większą walecznością, z dużo większą odwagą oraz głębszą wiarą w ich sprawę niż Nazarejczyk. Żaden z nich przeto nie oczekiwał dozgonnej wdzięczności od swoich bliźnich z powodu tego co zniósł w ich imieniu. W porównaniu z Sokratesem i Brunem, z godnymi podziwu męczennikami z Rosji, z chicagowskimi anarchistami, Francisco Ferre’rem i niezliczoną resztą, Chrystus wypada nader biednie w ich świetle. W porównaniu z delikatną i kruchą Spiridonovą (rosyjska socjalistka-terrorystka związana z eserowcami, która w 1906 r. zabiła funkcjonariusza władzy odpowiedzialnego za represje wobec chłopów – przyp. red.), która poddawana była najstraszliwszym torturom, najokropniejszym upokorzeniom, nie tracąc wiary w siebie i swoją sprawę, Jezus jest istnym zerem. Oni nie ugięli się i stawili czoła swoim katom z niezachwianą determinacją, a pomimo tego, że umierali również w imieniu ludzi, nie oczekiwali oni od nich nic w zamian.

Zaprawdę, potrzebujemy wyzwolenia spod tej niewoli, tej hamującej nas niemocy i upokarzającej zależności od chrześcijańskiego moralizatorstwa. Nauczanie Chrystusa i jego uczniów zawiodło, ponieważ brakowało mu żywotności, niezbędnej dla zrzucenia z ramion naszego gatunku, całego niepotrzebnego balastu; nie spełniło oczekiwań, ponieważ już u samych swych podstaw zanegowało ducha życia, który przejawia się nam w manifestacjach natury, siły i wspaniałości jej żaru.

Pod jakąkolwiek maską chrześcijaństwo by się nie ukryło- czy to nowej formy liberalizmu, spirytualizmu, teologicznego chrześcijaństwa, nowego nauczania czy tysiąca innych form histerii i neurastenii – nigdy nie zadośćuczyni fatalnej presji warunków, ciężaru biedy i niegodziwości naszego systemu. Chrześcijaństwo to spisek ignorancji przeciwko rozumowi, mroku przeciw światłu, uległości i poddaństwa przeciw samodzielności i wolności; to negacja siły i piękna występująca przeciwko afirmacji radości i chwały życia.

[1] Cytat dodany przez tłumacza